Milionowe błędy i pomylone zera. Jak statystyka łowiecka wprowadza polskie społeczeństwo w błąd?
Jak się okazuje, koszty prowadzenia gospodarki łowieckiej oraz kwoty odszkodowań niektóre podmioty zawyżają w państwowych rejestrach tysiąckrotnie! Te zniekształcone dane trafiają następnie do rolniczych i leśnych roczników statystycznych, służąc środowisku myśliwych do pompowania mitu o ich kluczowej roli jako jedynego gwaranta przetrwania polskiego rolnictwa. W rzeczywistości mamy do czynienia z wielomilionową dezinformacją i wprowadzaniem społeczeństwa w błąd, co ma niebagatelne przełożenie na debatę publiczną i decyzje legislacyjne w Polsce.
Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła” od lat przygląda się gospodarce leśnej i łowieckiej. Niedawno zauważyli rozbieżności w prezentowaniu danych przez „Rocznik Statystyczny Leśnictwa 2025” wydawany przez Główny Urząd Statystyczny oraz „Banku Danych o Lasach” (BDL) – portalu, który z mocy ustawy o lasach ma stanowić transparentne i rzetelne źródło wiedzy o polskich lasach i łowiectwie.
Tysiąckrotne pomyłki
W przypadku wypłat odszkodowań łowieckich za rok 2024/2025 GUS wykazywał 82,7 milionów złotych, podczas gdy baza BDL wskazywała ponad 90 milionów. Różnica wynosiła ponad 8% – zbyt dużo, by zrzucić to na zwykłe zaokrąglenia.
Co więcej, schodząc o szczebel niżej i przeglądając się sprawozdaniom z poszczególnych Ośrodków Hodowli Zwierzyny (OHZ) prowadzonych przez Polski Związek Łowiecki, natrafili na wartości wręcz niedorzeczne.
W sprawozdaniu za sezon 2023/24 dla OHZ Rypin widniała kwota 9,3 miliona złotych wypłaconych odszkodowań za jeden rok. Z kolei OHZ Dretyń w kolejnym sezonie kwota ta sięgała 19,7 miliona złotych.
Oznacza to, że tylko w przypadku tych dwóch obwodów łowieckich (spośród ponad 4000)
błędne wpisanie danych do BDL skutkowało zawyżeniem łącznej kwoty odszkodowań
podawanych w zestawieniu RLO-2 za rok 2023/2024 o ponad 9 mln złotych (dokładnie o
9 290 700 zł), a w roku 2024/2025 o prawie 20 mln złotych (dokładnie o 19 680 300 zł).
Jak się okazuje nie były to sytuacje wyjątkowe. Analogiczne błędy pojawiły się w zestawieniach kosztów prowadzenia gospodarki łowieckiej w sezonie 2024/25 w OHZ Grodzisko, gdzie pojawia się astronomiczna suma 44 milionów złotych. Tak, w tym wypadku również nastąpiło cudowne przemnożenie przez 1000 właściwej kwoty 44 tys. zł. Nie jest to też tylko kwestia ostatnich lat. W sezonie 2018/19 a przychody ze sprzedaży tusz w OHZ Szubin oszacowano na ponad 37 milionów złotych, a nie – zgodnie z prawdą – 37 tysięcy.
Przedstawiciel Polskiego Związku Łowieckiego ds. komunikacji przyznał nieoficjalnie w rozmowie, że... doszło do pomyłki. Osoby wprowadzające dane pomyliły się o trzy zera i zawyżyły wartości tysiąckrotnie. Zamiast 9,3 tysiąca złotych wpisano 9,3 miliona, zamiast 19,7 tysiąca – 19,7 miliona itd.
Państwowa statystyka po omacku
Ujawnienie tego faktu uderza w sam fundament zaufania do statystyki publicznej. ODE „Źródła” 9 lipca 2026 roku wysłało oficjalne pismo do Głównego Urzędu Statystycznego. Ekolodzy zapytali wprost, skąd biorą się te rozbieżności, wskazali na ujawnione błędy i przypomnieli, że przekazywanie fałszywych danych statystycznych jest czynem zabronionym na mocy ustawy o statystyce publicznej.
Odpowiedź z Urzędu Statystycznego w Białymstoku, która nadeszła tydzień później (16 lipca), przyniosła kolejne zaskoczenie. GUS wyjaśnił, że dane dotyczące odszkodowań pozyskuje wyłącznie zbiorczo na poziomie całego kraju od Lasów Państwowych i PZŁ – bez wglądu w poszczególne obwody.
Oznaczało to, że państwowa statystyka działa po omacku i bez weryfikacji. Co więcej, gdy przyrodnicy przeliczyli kwoty bez wychwyconych błędów ze sprawozdań BDL, okazało się, że nowo wyliczona kwota wyniosła 77,6 mln zł w sezonie 2023/24 i ok. 70,5 mln zł w sezonie 2024/25. Przypomnijmy zaś, że rocznik statystyczny wskazał odpowiednio 82,7 mln zł i 90,2 mln złotych.
„Źródła” skierowały więc pismo do zarządcy portalu BDL (Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej) oraz do Ministerstwa Klimatu i Środowiska z żądaniem przeprowadzenia audytu i wprowadzenia mechanizmów kontroli.
Odkrycie tysiąckrotnych przekłamań w sprawozdaniach łowieckich to nie jest kwestia kosmetycznej pomyłki w Excelu, lecz kompromitacja całego systemu nadzoru nad danymi publicznymi w Polsce. Przez lata środowisko łowieckie szantażowało opinię publiczną i polityków rzekomo gigantycznymi kosztami, jakie ponosi na rzecz rolników. Dzisiaj widzimy, że te wielomilionowe kwoty w dużej mierze powstawały na papierze poprzez dopisywanie zer, a państwowe instytucje, takie jak GUS czy Lasy Państwowe, przyjmowały te liczby całkowicie bezkrytycznie. Mamy do czynienia z bezprecedensową dezinformacją, która przez lata wypaczała debatę o reformie polskiego łowiectwa
– komentuje Radosław Ślusarczyk.
Dlaczego jeszcze ta historia jest tak istotna? Wysokość odszkodowań wypłacanych rolnikom przez myśliwych jest od lat koronnym argumentem środowisk łowieckich w debacie politycznej. Gdy pojawiają się propozycje reform Prawa łowieckiego, ograniczenia polowań czy większego nadzoru nad kołami, strona łowiecka natychmiast ripostuje ogromnymi kwotami, jakie rzekomo ponosi na rzecz rolników. Tak jest choćby teraz przy procedowaniu obywatelskiego projektu ustawy „Uwaga! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”.
Prawny labirynt i iluzja rekompensat za szkody łowieckie
Przyjrzyjmy się jednak bliżej systemowi odszkodowań łowieckich. System odszkodowań łowieckich w Polsce opiera się na prostym, prawnym założeniu: dzikie zwierzęta żyjące na wolności (dziki, jelenie, sarny, daniele) są własnością Skarbu Państwa. Państwo nie zarządza jednak tą populacją bezpośrednio – oddaje obwody łowieckie w dzierżawę kołom Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ). W zamian za wyłączny przywilej polowania i kultywowania tradycji łowieckich, myśliwi przejmują na siebie obowiązek wypłacania rekompensat rolnikom, w których uprawach zwierzyna poczyniła szkody.
Jednak ten system odszkodowań charakteryzuje się wyjątkowym skomplikowaniem i nietransparentnością. Choć zgodnie z Ustawą o ochronie zwierząt dziko żyjąca zwierzyna stanowi dobro ogólnonarodowe, to na mocy Prawa łowieckiego zwierzęta łowne (28 gatunków) w stanie wolnym formalnie uznaje się za własność Skarbu Państwa. Skarb Państwa nie odpowiada jednak za nie na zasadach ogólnych Kodeksu Cywilnego. Obowiązek wypłaty odszkodowań przelano na dzierżawców i zarządców obwodów (głównie koła łowieckie PZŁ), przy czym wyceny i wypłaty ograniczone są do zaledwie pięciu gatunków (dziki, łosie, jelenie, daniele, sarny) i wyłącznie do szkód w uprawach rolnych. System ten zawiera szereg ustawowych wyłączeń – odszkodowanie nie przysługuje np. za małe szkody o wartości poniżej 100 kg żyta z hektara. Ten skomplikowany układ sprawia, że rolnik dochodzący swoich praw zderza się z barierą biurokratyczną i instytucjonalną, która dla wielu staje się powodem do podejmowania prób całkowitego wyłączenia własnych gruntów z obwodów łowieckich.
Mit 100 milionów złotych a rzeczywisty rozkład wypłat
Wokół mechanizmu odszkodowań narosła potężna narracja środowiska łowieckiego, prezentująca myśliwych jako „jedynego gwaranta przetrwania polskiego rolnictwa”. W debacie publicznej myśliwi budują narrację o swojej rzekomo niezbędnej, społecznej misji zbawców rolników, powołując się na łączną sumę odszkodowań przekraczającą 100 milionów złotych rocznie. Jednak analiza przeprowadzona w ramach monitoringu pokazała, że twierdzenie o „powszechnym dokładaniu do interesu” przez koła łowieckie jest mitem. Rozkład wypłacanych kwot jest drastycznie nierównomierny. Aż 20% kół łowieckich w Polsce nie wypłaca rolnikom ani grosza odszkodowań w ciągu roku, a połowa kół przeznacza na ten cel łącznie mniej niż 5 tysięcy złotych rocznie. Wypłaty przekraczające 20 tysięcy złotych dotyczą zaledwie niewielkiego odsetka obwodów. Dla większości kół koszty odszkodowań są z nawiązką pokrywane przez przychody uzyskiwane ze sprzedaży mięsa upolowanych zwierząt oraz organizację komercyjnych polowań dla zagranicznych myśliwych.
Spójrzmy na te odszkodowania z innej perspektywy: wartość polskiej produkcji rolnej przekracza 170 miliardów złotych, co oznacza, że realny koszt zniszczeń spowodowanych przez zwierzynę wynosi zaledwie 0,06% jej wartości!
Cyfrowy chaos i brak weryfikacji danych w Banku Danych o Lasach
Poważne zastrzeżenia budzi jakość oraz sposób prezentacji danych o łowiectwie udostępnianych przez państwowy Bank Danych o Lasach (BDL). Dane finansowe pozyskiwane są z formularzy sprawozdawczych RLO-2 wypełnianych przez same koła łowieckie. Wykazano, że ani Lasy Państwowe, ani żaden inny organ zatwierdzający plany łowieckie nie ma prawnej możliwości ani mechanizmów weryfikacji kwot podawanych przez myśliwych. Co więcej, publikowane dane są niemal niemożliwe do rzetelnej analizy przez obywateli czy badaczy: BDL publikuje niekompletne pliki, często uszkodzone technicznie lub w przestarzałych formatach, z powtarzającymi się nazwami kół (np. kilkadziesiąt kół o nazwie "Szarak" lub "Knieja") i bez unikalnych identyfikatorów. Zestawienia za niektóre lata w ogóle nie zostały opublikowane z powodu braku danych, a reformy granic obwodów uniemożliwiają porównywanie danych rok do roku.
Wiarygodność sprawozdawczości
Szczególnie uderzającym wnioskiem z przeprowadzonych analiz była tzw. "anomalia zachodniopomorska". Zwizualizowanie danych przestrzennych ujawniło, że koła wypłacające najwyższe, sięgające kilkuset tysięcy złotych odszkodowania były zebrane tylko w jednym regionie Polski – w województwie zachodniopomorskim. Kwoty wypłacanych tam rekompensat znacząco przewyższały przychody kół ze sprzedaży mięsa, co wg oficjalnych danych statystycznych BDL oznaczałoby, że tamtejsze koła generują od lat ogromne straty finansowe. Taki obraz rodzi fundamentalne wątpliwości: albo mamy do czynienia z fikcją statystyczną wynikającą z masowego błędnego raportowania i braku kontroli, albo ze specyficznym zjawiskiem gospodarczym, w którym członkowie kół dobrowolnie dopłacają ze swoich prywatnych kieszeni ogromne kwoty na rzecz lokalnych rolników, co z punktu widzenia realiów ekonomicznych wydaje się wysoce wątpliwe.
Jak naprawdę wygląda walka rolnika o odszkodowanie?
W teorii prawo ma chronić rolników przed stratami, jednak w zderzeniu z rzeczywistością cała procedura zamienia się w nierówną walkę z systemowym konfliktem interesów. Pierwszą i fundamentalną barierą jest fakt, że myśliwi występują w roli sędziego we własnej sprawie – to przedstawiciele kół łowieckich dokonują oględzin i wyceny zniszczeń na polach, co skłania ich do zaniżania wartości szkód oraz odwlekania procedur.
Ta przewlekłość przyjmuje drastyczne rozmiary. Kontrole Najwyższej Izby Kontroli ujawniły, że opóźnienia w wypłacie rekompensat sięgały nawet 192 dni, a w skrajnych przypadkach myśliwi w ogóle nie pojawiali się na polach i unikali odbierania pism poleconych.
Postawieni pod ścianą rolnicy zmuszani są do wchodzenia w szarą strefę pozasystemowych ugód. Kontrola NIK wykazała, że aż w 14 z 17 zbadanych kół większość spraw załatwiano bez wymaganej prawem dokumentacji – bez pomiaru powierzchni zniszczeń czy szacunku utraconych plonów – co pozwalało kołom wypłacać drastycznie zaniżone kwoty w zamian za obietnicę szybkiego przelewu.
W całym tym procesie państwo umyło ręce i przerzuciło odpowiedzialność na stronę społeczną, a nadzór ze strony PZŁ okazał się fikcją (w latach 2018–2019 Zarząd Główny PZŁ skontrolował pod kątem rzetelności wypłat zaledwie jedno koło łowieckie w całym kraju). W efekcie zdesperowani gospodarze masowo dążą do wyłączania swoich gruntów z obwodów łowieckich lub apelują o utworzenie Państwowego Funduszu Gwarancyjnego, który całkowicie wyeliminowałby myśliwych z procesu decyzyjnego.
Obecny model łowiectwa w Polsce zbankrutował moralnie i organizacyjnie, a cierpią na tym zarówno rolnicy, jak i polska przyroda – podsumowuje Radosław Ślusarczyk i dodaje – System, w którym myśliwi są jednocześnie sędziami we własnej sprawie, raportują niesprawdzalne dane do państwowych baz, a opóźnienia w wypłatach rekompensat dla wsi sięgają pół roku, musi zostać natychmiast dogłębnie zreformowany. Czas skończyć z mitem myśliwych jako dobroczyńców rolnictwa. Potrzebujemy niezależnego, państwowego systemu szacowania szkód oraz pełnej transparentności finansowej kół łowieckich. Bez tego państwo wciąż będzie legitymizować system oparty na fikcji i konflikcie interesów.