„Wody Polskie” czy może „Szkody Polskie”? RDOŚ nakazuje natychmiastowe przerwanie wycinki ponad 600 drzew we Wrocławiu
Po sobotnim proteście mieszkańców przeciwko trwającej wycince ponad 600 drzew na wrocławskich Praczach, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu wydała pismo nakazujące natychmiastowe wstrzymanie prac modernizacji wałów przeciwpowodziowych. Inwestycja realizowana przez Wody Polskie doprowadziła do naruszenia zakazów dotyczących ochrony gatunkowej, a do sprawy krytycznie odnoszą się przyrodnicy i eksperci.
Planowana przez Wody Polskie inwestycja obejmuje remont wałów przeciwpowodziowych wzdłuż rzeki Bystrzycy na wrocławskich Praczach Odrzańskich. W jej ramach do usunięcia przeznaczono łącznie 678 drzew, wśród których znajduje się ponad 300 dębów – w tym okazy pomnikowe ponad stuletnie, a nawet dwustuletnie. Wody Polskie planują również usunąć wyjątkową w skali Polski gruszę o obwodzie 370 cm, którą mieszkańcy w zeszłym roku zgłosili do miasta, by została pomnikiem przyrody. Plan zakłada również usunięcie krzewów z powierzchni około 6 tys. m².
Protest mieszkańców
W reakcji na działania inwestora inicjatywa Ratujmy Las Mokrzański, Stowarzyszenie Żywica, Inicjatywa Wrocławska Przyroda oraz Koalicja Wrocławska Ochrona Klimatu zorganizowały protest na Marszowicach.
W sobotę przy wyciętych już kilkudziesięciu drzewach protestowało ponad 30 osób z transparentami trawestującymi nazwę inwestora: „Szkody Polskie” zamiast „Wody Polskie”. Również na tablicy informacyjnej o finansowaniu inwestycji ze środków budżetu państwa, zaklejono słowo „sfinansowano”, a w jego miejscu pojawiło się słowo „zdewastowano”.
Przyrodnicy i mieszkańcy podkreślają bezpowrotną utratę cennych ekosystemów oraz siedlisk chronionych gatunków. Choć Wody Polskie argumentują wycinkę wymogami bezpieczeństwa i zapowiadają posadzenie około tysiąca młodych drzew, krytycy wskazują, że młode sadzonki nie zrekompensują zniszczenia dwustuletnich dębów:
W ramach kompensacji zasadzą 1000 drzewek za 678 potężnych, pomnikowych drzew. To są kpiny. To tak jakby rozebrać Wawel i postawić 500 altanek. Ciężar udowodnienia konieczności zniszczenia setek starych drzew spoczywa na Wodach Polskich, a nie na mieszkańcach i przyrodnikach, którzy próbują je ratować
– mówił, siedząc na pniu wyciętego drzewa dr Robert Maślak.
Protestujący domagają się przeanalizowania alternatywnych rozwiązań, takich jak odsuwanie wałów od rzeki i budowa ich przez grunty orne. Interwencję poselską w tej sprawie złożyła także posłanka Małgorzata Tracz z żądaniem natychmiastowego wstrzymania prac.
RDOŚ interweniuje
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu skierowała do inwestora oficjalne pismo nakazujące natychmiastowe przerwanie prac wycinkowych. Jak wskazano w dokumencie, przeprowadzone kontrole oraz zgłoszenia wykazały naruszenie przepisów ochrony przyrody:
„Biorąc pod uwagę fakt, że jak wynika z ww. zgłoszenia doszło do naruszenia ww. zakazu obowiązującego w stosunku do gatunków chronionych, tj. zakazu niszczenia siedlisk, będących obszarem rozrodu lub żerowania oraz stwierdzenie (potwierdzone również przez pracownika RDOŚ we Wrocławiu), że inne przewidziane do wycinki drzewa są zasiedlone przez chronione gatunki chrząszczy saproksylicznych oraz posiadają dziuple mogące stanowić siedliska ptaków i nietoperzy, wzywam do wstrzymania dalszej wycinki drzew, w celu natychmiastowego zaprzestania wykonywania czynności mogących przyczynić się do naruszania zakazów obowiązujących w stosunku do gatunków chronionych, zwłaszcza mogących skutkować nieodwracalnym zniszczeniem stanowisk rozrodczych chronionych gatunków owadów, nietoperzy i ptaków oraz miejsc występowania chronionych gatunków grzybów”.
RDOŚ podkreśla, że kontynuacja wycinki będzie możliwa dopiero po uzyskaniu wymaganych decyzji derogacyjnych. Przypomniano również o surowych konsekwencjach prawnych i zażądano wyjaśnień, czy przed rozpoczęciem wycinki, drzewa zostały należycie skontrolowane przez specjalistów pod kątem występowania stanowisk chronionych gatunków oraz czy nadzór przyrodniczy był obecny podczas wycinki przedmiotowych drzew.
Odsuwanie wałów zamiast wycinki
Do braku kompleksowych analiz hydrologicznych i przestrzennych odniósł się na blogu dr Sebastian Szklarek, ekohydrolog z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN:
Czy jedynym rozwiązaniem jest przebudowa wałów w ich obecnym otoczeniu? A może można było odsunąć je od rzeki i wykorzystać część sąsiednich gruntów rolnych do przejmowania wód powodziowych?
Ekspert zauważa, że w analizowanych wariantach zabrakło rozważenia oddania przestrzeni rzece: „Obwałowywanie dolin ogranicza przestrzeń dostępną dla wód wezbraniowych i naturalne procesy zachodzące na terenach zalewowych. Dlatego przy każdej większej przebudowie warto zadać pytanie, czy zamiast odtwarzać dotychczasowy przebieg wałów, nie można części z nich odsunąć i oddać rzece trochę przestrzeni”.
Inne kontrowersyjne inwestycje Wód Polskich
Wycinka na wrocławskich Praczach to tylko jeden z planowanych odcinków modernizacji wałów nad Bystrzycą – od miejscowości Mietków aż do ujścia do rzeki Odry i nie jedyna kontrowersyja inwestycja Wód Polskich. Warto wspomnieć choćby o projektach zbiorników retencyjnych w Kotlinie Kłodzkiej, które budzą ogromny sprzeciw mieszkańców. Budowa nowych zbiorników wiąże się bowiem z zalaniem cennych przyrodniczo terenów zniszczeniem koryt rzecznych oraz przesiedleniami mieszkańców, co wywołuje wieloletnie protesty społeczne i środowiskowe.
Naukowcy i przyrodnicy protestowali również przeciwko pracom utrzymaniowym i regulacyjnym na rzece Białce. Białka jest bowiem jedną z ostatnich dzikich, roztokowych rzek w Polsce i obszar Natura 2000. Tymczasem została ona poddana pracom z użyciem ciężkiego sprzętu (wybór żwiru, prostowanie koryta). Tym samym zniszczeniu uległy unikalne siedliska nadrzeczne i pogorszył się stan ekologiczny rzeki.
Z kolei prostowanie i pogłębianie koryt rzecznych Górnej Nysy Kłodzkiej oraz jej dopływów (m.in. Białej Lądeckiej), połączone z wycinką drzew, jak wskazują eksperci, przyspiesza odpływ wody z obszarów górskich zwiększa zagrożenie powodziowe dla miejscowości położonych niżej oraz niszczy naturalną retencję dolinną.
Państwo skapitulowało po ostatniej powodzi – przy pomocy przekazanych ogromnych środków i specustawy dało Wodom Polskim wolną rękę. A instytucja ta działa na zasadach rodem z głębokiego PRLu, nie biorąc pod uwagę postępu badań i nauki. Płaci zaś za to polskie społeczeństwo i polska przyroda, ponieważ działania Wód Polskich pogłębiają tylko coraz dotkliwszy i poważniejszy kryzys wodny
– skomentował Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.