Bezprawie zamiast skutecznych działań. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot skarży uchwałę sejmiku ws. dzików
Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot skierowało do Wojewody Mazowieckiego wniosek o podjęcie czynności nadzorczych i stwierdzenie nieważności w całości uchwały Sejmiku Województwa Mazowieckiego z 22 września br. Regulacja, która ma umożliwiać uśmiercanie dzików na terenie Warszawy, zdaniem organizacji rażąco narusza polskie prawo, ignoruje wiedzę naukową oraz promuje zabijanie zwierząt bez limitu, mimo że jest to nieakceptowane społecznie.
Uchwała Sejmiku Województwa Mazowieckiego z 22 września br. zakłada możliwość ograniczenia populacji dzików na terenie Warszawy przez okres dwóch lat poprzez odłów połączony z uśmierceniem lub odstrzał redukcyjny. Jak argumentują władze województwa, dotychczasowe metody zmniejszenia liczebności dzików są ograniczone przez regulacje prawne związane z ASF, a odłów z relokacją jest obecnie niedopuszczalny. Uchwała nie nakazuje redukcji populacji ani nie określa jej maksymalnej liczby – ma umożliwić podejmowanie działań w uzasadnionych przypadkach, przede wszystkim na podstawie zgłoszeń mieszkańców.
Ze względu na błyskawicznie rosnącą populację miejskich dzików ta decyzja była konieczna. Bezpieczeństwo mieszkańców jest najważniejsze, a aktualny stan prawny ogranicza możliwość innych działań ograniczających populację dzików na terenach zurbanizowanych
– podkreśla Ludwik Rakowski, przewodniczący Sejmiku Województwa Mazowieckiego.
Prawny chaos i przekroczenie upoważnienia ustawowego
Pracownia na rzecz Wszystkich Istot nie pozostawia na decyzji radnych suchej nitki, wskazując we wniosku nadzorczym na szereg poważnych wad prawnych. Uchwała Sejmiku opiera się na art. 33a ustawy o ochronie zwierząt, który zezwala na ograniczenie populacji wyłącznie w przypadku wystąpienia „nadzwyczajnego zagrożenia dla życia, zdrowia lub gospodarki”.
Przekroczenie granic upoważnienia ustawowego przez Sejmik Województwa Mazowieckiego jest rażące. Uchwała wprowadza własne, dowolne definicje »nadzwyczajnego zagrożenia«, tworząc furtkę do masowego uśmiercania zwierząt na podstawie niejasnych i nieweryfikowalnych przesłanek. To otwarcie drogi do arbitralnych decyzji i działanie wprost sprzeczne z art. 7 i art. 94 Konstytucji RP oraz samą ustawą o ochronie zwierząt, która nakazuje traktować zwierzęta humanitarnie, a nie jak problem do likwidacji przy użyciu broni. Z zasady humanitarnego traktowania zawartej w ustawie wynika obowiązek gradacji metod postępowania ze zwierzętami, czemu zarówno miasto jak i sejmik się sprzeniewierzają. W mojej ocenie tworzą swoje alternatywne prawo, co niestety znamy już jako najgorszy polityczny standard. Dlatego wniosek do wojewody jest pierwszym z szeregu zaplanowanych przez nas działań prawnych
– komentuje dr Karolina Kuszlewicz, adwokatka specjalizująca się w prawie ochrony przyrody.
Brak danych
Przyrodnicy zwracają z kolei uwagę na brak rzetelnych i zweryfikowanych danych dotyczących rzeczywistej liczby rzekomych „ataków” dzików na ludzi w Warszawie.
Urząd Marszałkowski oraz Lasy Miejskie bezrefleksyjnie powołują się na statystyki zgłoszeń kierowanych przez mieszkańców do służb, traktując każde z nich jako dowód na agresję zwierzęcia, podczas gdy samo użycie słowa „atak” przez zgłaszającego nie zastępuje profesjonalnej i bezstronnej oceny behawioralnej. Oficjalne dane nie wskazują, ile z tych zdarzeń zostało zweryfikowanych, ile z nich dotyczyło realnego kontaktu fizycznego bądź obrażeń, a ile stanowiło jedynie sytuacje subiektywnego poczucia zagrożenia, np. przypadki, gdy zwierzę jedynie podeszło do człowieka. Takie zbiorcze, uznaniowe i celowo manipulacyjne utożsamianie zwykłych zgłoszeń z realnymi atakami służy uchwałodawcy do sztucznego wykreowania przesłanki „nadzwyczajnego zagrożenia”, co w ocenie społeczników stanowi rażące naruszenie prawa i próbuje usprawiedliwić nieuzasadnione uśmiercanie zwierząt
– komentuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Wniosek Pracowni wskazuje też kolejną nieprawidłowość: uchwała powierza decyzję o wyborze metody uśmiercenia osobom uprawnionym do polowania, a także dopuszcza uśmiercanie farmakologiczne przez myśliwych, którzy zgodnie z prawem nie mogą podawać zwierzętom takich środków – to wyłączna kompetencja lekarzy weterynarii. Nie wiadomo, o jakich myśliwych chodzi, czy tych z warszawskich Lasów Miejskich, czy jakąś zewnętrzną firmę, co z jednej strony powoduje kompletny brak transparentności i możliwości społecznej kontroli uchwały, z drugiej – oznacza, że jacyś bliżej nieokreśleni myśliwi będą na wezwanie mieszkańca oceniać, mając interes w zabiciu zwierzęcia (wykonując odpłatną pracę w tym zakresie), czy dane zwierzę ma być zabite czy nie. A wszystko to na podstawie tak absurdalnych, nieznanych ustawie przesłanek jak „trwała utrata lęku przed człowiekiem” czy „regularne nachodzenie na tereny o równej zabudowie”. Są to terminy wymyślone przez sejmik, którymi w sposób sprzeczny z prawem sejmik próbuje rozszerzyć pojęcie „nadzwyczajnego zagrożenia”.
Adwokatka Kuszlewicz wskazuje także na złamanie wymogów proceduralnych – sejmik nie uzyskał wymaganej prawem opinii organizacji społecznej (skierowano projekt do Ligi Ochrony Przyrody, która nie zajmuje się humanitarną ochroną zwierząt i która nie wydała opinii, co sejmik bezprawnie uznał za „zgodę”). Bardzo poważne wątpliwości budzi również standard procedowania uchwały, w tym niejasności w dostępie radnych do całości dokumentacji legislacyjnej z odpowiednim wyprzedzeniem.
Kto i ile zapłaci za realizację uchwały – nie wiadomo
Kolejnym poważnym zarzutem podnoszonym we wniosku o unieważnienie uchwały jest brak określenia skutków finansowych oraz źródeł finansowania realizacji zaskarżonej uchwały. Sejmik Województwa Mazowieckiego nałożył na miasto stołeczne Warszawę szereg konkretnych, kosztochłonnych obowiązków organizacyjnych i wykonawczych – takich jak wyznaczanie wykonawców, obsługa urządzeń odłownych, prowadzenie odłowów, uśmiercanie farmakologiczne, odstrzał redukcyjny oraz dokumentowanie interwencji i sporządzanie kwartalnych sprawozdań. Nie oszacował jednak ani wysokości kosztów tych działań, ani nie wskazał podmiotu i konkretnych źródeł budżetowych, z których mają zostać sfinansowane.
Taki stan rzeczy wywołuje rażącą niejasność co do prawno-finansowych podstaw realizacji zadania publicznego oraz uniemożliwia jakąkolwiek kontrolę nad dopuszczalnością i legalnością wydatkowania środków publicznych
– dodaje adwokatka Kuszlewicz.
A co na to nauka?
Przyrodnicy we wniosku powołują się na badania i dane naukowe. Wbrew retoryce Urzędu Marszałkowskiego, obecność dzików w mieście (synurbizacja) i zwiększona tolerancja na obecność człowieka (habituacja) to naturalne reakcje adaptacyjne, a nie dowody na agresję. Analizy naukowe obejmujące lata 2000–2019 wykazują, że na całym świecie nie odnotowano ani jednego przypadku śmiertelnego ataku dzika na człowieka na obszarze miejskim. W Warszawie zdarzenia drogowe z udziałem dzików stanowiły w 2025 roku zaledwie ok. 1,5% wszystkich kolizji drogowych i miały charakter wyłącznie kolizji, a nie wypadków z poszkodowanymi ludźmi. Powoływanie się na wzrost liczby zgłoszeń mieszkańców jest zdaniem organizacji – manipulacją, zgłoszenie nie jest bowiem równoznaczne z atakiem czy realnym zagrożeniem.
Jedną z istotnych przyczyn obecności dzików w stolicy jest niekontrolowany dostęp do żywności pochodzenia antropogenicznego: niezabezpieczone wiaty śmietnikowe, otwarte pojemniki na odpady, celowe dokarmianie czy karma pozostawiana dla innych zwierząt. Badania naukowe dowodzą, że eliminacja osobników bez usunięcia źródeł pożywienia nie przynosi długofalowych rezultatów – na miejsce zabitych zwierząt przychodzą kolejne, które przez dostęp do pokarmu na osiedlach szybko przyzwyczajają się do człowieka, a dodatkowo obfitość karmy w mieście zwiększa wagę samic, stymulując ich rozrodczość.
Zamiast eliminować przyczyny problemu, jakimi są m.in. otwarte śmietniki, wyrzucanie jedzenia, nieszczelne ogrodzenia, czy presja łowiecka w okolicy miast, władze sięgają po bardzo krótkowzroczne rozwiązanie – broń. Tymczasem skupienie się na przyczynach: m.in. odpowiednie zabezpieczenie pojemników na odpady, dostosowanie infrastruktury drogowej, uszczelnienie ogrodzeń oraz racjonalne planowanie przestrzenne pozwoliłoby zmniejszyć skalę problemu i powinno zostać wykorzystane w pierwszej kolejności
– wskazuje dr inż. Robert Skrzypczyński, urbanista, założyciel Biura Urbanistyki Wielogatunkowej.
Przykłady innych miast
Ekspert podkreśla także, że chociaż wielu mieszkańców miast uważa obecność dzików za problem wymykający się spod kontroli, to większość z nich sprzeciwia się ich uśmiercaniu, co – w połączeniu z wymogami prawnymi traktującymi metody śmiercionośne jako ostateczność – stanowi jasny sygnał do wypracowywania nieśmiercionośnych form koegzystencji.
Wzorcowym przykładem jest Barcelona, gdzie prowadzone od lat działania śmiercionośne nie przyniosły pozytywnych rezultatów. Ponadto strategia ta generowała te same problemy, co w Polsce: cierpienie zwierząt, protesty mieszkańców, wysokie koszty, zagrożenie dla osób trzecich. Dlatego miasto w końcu podeszło do tej kwestii w sposób systemowy, próbując zaadresować przyczyny sytuacji konfliktowych. Systemowo zapobiegać niż doraźnie reagować, a po metody śmiercionośne sięgać dopiero, gdy jest to naprawdę uzasadnione. Efekt komunikowany przez miasto jest bardzo obiecujący: spadek zgłoszeń o około 70% w przeciągu 3 lat.
Tym niemniej również w Polsce takie rozwiązania są wdrażane. W Poznaniu, Krakowie i Warszawie prace nad programami współegzystencji miały charakter jedynie wstępny lub formalny, ale Gdynia jako pierwsza podeszła do tematu w pełni kompleksowo, powołując regularnie pracujący zespół. Wypracowywane tam wieloaspektowe rekomendacje, częściowo już wdrażane, mają pomóc w stworzeniu uniwersalnych wytycznych dla miast dążących do opartego na wiedzy zarządzania przestrzenią wielogatunkową.
Apel o wstrzymanie wykonania uchwały
Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot wnioskuje do Wojewody Mazowieckiego nie tylko o uchylenie uchwały w całości, ale o natychmiastowe wstrzymanie jej wykonania. Jak podkreślają przyrodnicy – każdy dzień obowiązywania tego wadliwego aktu prawnego oznacza ryzyko nieodwracalnych skutków w postaci pozbawiania życia kolejnych zwierząt.
Ta uchwała to podręcznikowy przykład wypaczenia prawa i pozorowania działań na rzecz bezpieczeństwa. Sejmik podjął decyzję naprędce, bez opinii ekspertów, bez rzetelnej oceny alternatyw i w oparciu o wadliwą procedurę. Próba przerzucenia odpowiedzialności za błędy w zarządzaniu miastem na dzikie zwierzęta i oddanie w ręce myśliwych decyzji o ich zabijaniu jest nie do przyjęcia w państwie prawa. Nasz wniosek jest efektem dokładnej analizy prawnej i faktycznej, przy współpracy z Biurem Urbanistyki Wielogatunkowej. Dlatego oczekujemy od Wojewody Mazowieckiego natychmiastowej reakcji i wstrzymania tego bezprawia
– podsumowuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.