PRACOWNIA 22.09.2026

Interes biznesu narciarskiego ponad wszystko? Górale boją się utraty ojcowizny

Katarzyna Wiekiera
Katarzyna-Wiekiera
Podhale, Canva Teams M. Niemczewski
Podhale | Canva Teams, Fot. Mikołaj Niemczewski

Senat procesuje projekt ustawy, który pozwoli prywatnym inwestorom narciarskim korzystać z cudzej ziemi bez zgody właściciela – nawet przez 30 lat. Na dzisiejszym wysłuchaniu publicznym projekt otrzymał negatywne opinie dwóch ministerstw, a przeciwko niemu otwarcie wystąpili mieszkańcy Podhala. „To zamach na umowę społeczną" – mówili przedstawiciele Federacji Obrony Podhala.

Na połączonym posiedzeniu senackich komisji: Sportu, Infrastruktury, Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej oraz Ustawodawczej, odbyło się dziś wysłuchanie publiczne projektu ustawy o zmianie ustawy o gospodarce nieruchomościami – tzw. druku senackiego nr 784. Projekt, złożony przez grupę 12 senatorów, ma – według autorów – rozwiązać wieloletni spór branży narciarskiej o dostęp do gruntów. Krytycy mówią wprost: to furtka do wywłaszczania obywateli na rzecz prywatnego biznesu.

Co zakłada projekt

Projekt dodaje do katalogu celów publicznych – obok takich inwestycji jak drogi, szkoły czy szpitale – budowę, utrzymanie i eksploatację kolei linowych, wyciągów, tras narciarskich oraz infrastruktury towarzyszącej, realizowanych przez podmioty niepubliczne.

W praktyce oznacza to, że inwestor, który nie dogada się z właścicielem działki, będzie mógł wystąpić do wójta, burmistrza lub prezydenta miasta o decyzję ograniczającą sposób korzystania z nieruchomości – nawet na 30 lat i wbrew woli właściciela. Ten formalnie pozostaje w księdze wieczystej, ale traci realną kontrolę nad swoim gruntem, a nałożony obowiązek jego udostępnienia podlega egzekucji administracyjnej 

– wyjaśnia Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Mechanizm ma teoretycznie chronić właścicieli: decyzja musi być zgodna z planem zagospodarowania przestrzennego, wymaga uchwały rady gminy stwierdzającej przewagę interesu publicznego nad interesem indywidualnym, a inwestor musi wykazać zgodę właścicieli dysponujących co najmniej 75 proc. powierzchni terenu. Krytycy wskazują jednak, że przy typowym dla Podhala rozdrobnieniu gruntów ten próg można spełnić, dogadując się z zaledwie kilkoma dużymi właścicielami – kosztem kilkunastu mniejszych.

„To zamach na umowę społeczną"

Najostrzej podczas dzisiejszego wysłuchania mówiła Federacja Obrony Podhala, reprezentująca mieszkańców regionu.

Rozmawiamy dziś o pryncypiach. Druk 784 jest zamachem na umowę społeczną. Umówiliśmy się, że prawo własności podporządkowane jest interesowi publicznemu tylko w sytuacjach wyjątkowych. Autorzy tego projektu chcą naruszyć katalog interesu publicznego na rzecz prywatnego zysku sportu, biznesu, turystyki i rekreacji. Co jutro? Dyskoteki? Ubojnie? Przecież one też dają miejsca pracy. Ten projekt prowadzi do dewaluacji samego pojęcia interesu publicznego

– mówił Grzegorz Rusek z Federacji.

Argumenty prawne uzupełnił mecenas Ryszard Kalisz, reprezentujący organizację. Zakwestionował twierdzenia projektodawców, jakoby ustawa opierała się na wzorcach francuskich i austriackich – jak podkreślił, w żadnym z tych krajów nie istnieje mechanizm przymusowego przejęcia gruntu pod trasy narciarskie; wszystko odbywa się na drodze prawa cywilnego, tak jak dotychczas w Polsce.

„Podhale zamienia się w prywatny folwark"

Dla wielu mieszkańców Podhala spór ma wymiar osobisty i tożsamościowy.

Na Podhalu ziemia to nie jest zwykły majątek na sprzedaż czy pod wynajem – to jest dziedzictwo przekazywane z ojca na syna od wielu pokoleń. Proponowane przepisy sprawiają, że inwestor przy wsparciu urzędników może wejść na nasz ojczysty grunt i dysponować nim przez dekady. Czujemy się, jakby państwo tworzyło specustawę pod wybraną grupę przedsiębiorców naszym kosztem

– mówi Józefa Chromik, prezeska Stowarzyszenia Federacja Obrony Podhala.

Podobnie ocenia sytuację Andrzej Kliś z Fundacji Monitor Środowiskowy z Podhala.

Forsowanie planu, który pozwala na siłowe odbieranie ziemi pod turystyczny biznes, to skandal. Podhale zamienia się w prywatny folwark korporacji kosztem przyrody i rodowitych mieszkańców. Górale, patrzcie władzy na ręce!

– ostrzega Kliś.

Głos w sprawie zabiera też Bożena Byrcyn, mieszkanka Podhala, od lat zaangażowana w spór o trasy na Gubałówce.

– PKL nie negocjuje, a z pozycji wielkiego gracza żąda siłowego wejścia na prywatne grunty, między innymi za pomocą projektowanych zapisów ustawy. To nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnym i racjonalnym prowadzeniem biznesu – mówi Byrcyn, dodając, że dotychczasowe spory sądowe o Gubałówkę kończyły się przegraną PKL, co – jej zdaniem – podważa wiarygodność uzasadnienia projektu.

Rząd też mówi „nie"

Dzisiejsze wysłuchanie przyniosło coś, czego projektodawcy raczej się nie spodziewali: negatywne opinie dwóch ministerstw. Ministerstwo Rozwoju i Technologii wskazało, że cel publiczny powinien realizować wyłącznie podmiot publiczny – nie prywatny biznes – oraz że projekt w niejasny sposób przenosi kompetencje wywłaszczeniowe ze starosty na organy gminy, nie precyzując przy tym zasad ustalania odszkodowań dla właścicieli.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska podzieliło z kolei wątpliwości Biura Legislacyjnego Senatu i zwróciło uwagę na zagrożenia dla przyrody wynikające z ułatwień inwestycyjnych na terenach chronionych – zakazy obowiązujące w parkach krajobrazowych nie dotyczą bowiem inwestycji celu publicznego – a także na całkowite pominięcie w projekcie kwestii hałasu.

To nie pierwsze instytucjonalne głosy krytyczne wobec druku 784. Wcześniej zasadnicze wątpliwości konstytucyjne – dotyczące zgodności z art. 21 i 64 Konstytucji RP – zgłosił Sąd Najwyższy, a podobnie krytycznie o projekcie wypowiedziało się Biuro Legislacyjne Senatu.

Bieda śnieżna, której projekt nie widzi

Głos w dyskusji zabrał również Radosław Ślusarczyk ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, zwracając uwagę na wymiar środowiskowy sprawy, w jego ocenie pomijany w dotychczasowej debacie.

Z druku 784 wynika, że największym problemem narciarstwa są problemy z dostępem do gruntów. Chciałbym zwrócić uwagę senatorów na kwestie środowiskowe, które umykają w dyskusji. Bieda śnieżna jest dziś największym problemem tej branży. W 2026 roku w 626 gminach brakowało wody, w tym w gminach górskich, a w Polsce wyschło już 800 rzek – czekają nas konflikty o wodę. Tymczasem na wyprodukowanie 1 m³ sztucznego śniegu potrzeba 450 litrów wody. Narciarstwo nie zasługuje na uznanie jako cel publiczny 

– mówił Ślusarczyk, przywołując przykład alpejskich ośrodków, które mimo inwestycji w naśnieżanie zamykają się z powodu braku śniegu.

Przykłady z Europy Zachodniej pokazują, że to nie jest scenariusz teoretyczny – pod koniec sierpnia 2026 r. z powodu braku śniegu i rosnących strat finansowych ostatecznie zamknięty został popularny ośrodek narciarski Braunwald w Szwajcarii, gdzie wszystkie cztery wyciągi pozostaną nieczynne od nadchodzącego sezonu.

Stowarzyszenie zaapelowało do senatorek i senatorów o odrzucenie projektu. Pełna treść apelu, zawierająca szczegółową analizę prawną projektu, dostępna jest na stronie organizacji: pracownia.org.pl.

Głos drugiej strony

Nie brakuje jednak głosów broniących projektu. Jeden z jego autorów, senator Zygmunt Frankiewicz (KO), przekonuje, że ustawa odpowiada na realny problem branży.

Głównym celem ustawy jest stworzenie stabilnych ram prawnych dla biznesu narciarskiego. Inwestycje potrzebują dostępu do gruntu, dziś brak zgody choćby jednego właściciela ziemi uniemożliwia wykorzystanie działek w celach sportowych, a stacje narciarskie to motor napędowy rozwoju gmin. Dziś Polacy zostawiają pieniądze w innych krajach, bo wyjeżdżają tam na narty

– argumentuje senator.

Podobną argumentację od miesięcy prezentują organizacje branżowe popierające projekt, w tym Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne, Polski Związek Narciarski oraz Polskie Koleje Linowe S.A. W uzasadnieniu do projektu senatorowie wskazują, że dotychczasowe przepisy prowadziły do wieloletniego blokowania inwestycji przez pojedynczych właścicieli gruntów – przywołując właśnie spór o Gubałówkę jako przykład.

Co dalej

Dzisiejsze posiedzenie miało charakter wysłuchania publicznego – komisje nie głosowały nad przyjęciem ani odrzuceniem projektu. Spór o druk 784 wraca więc do Senatu z jeszcze ostrzejszym podziałem: po jednej stronie branża narciarska i część senatorów przekonanych o potrzebie ułatwień inwestycyjnych, po drugiej – dwa ministerstwa, mieszkańcy Podhala i organizacje ekologiczne, ostrzegające przed precedensem, który może dotknąć każdego właściciela nieruchomości w Polsce.