Odszkodowania za szkody łowieckie – fakty i mity
Gdyby nie myśliwi, to zwierzęta by nas zjadły – mówią myśliwi. Drugim argumentem uzasadniającym istnienie Polskiego Związku Łowieckiego są odszkodowania, które wypłacają rolnikom za szkody spowodowane przez dzikie zwierzęta. Tymczasem rzeczywista wartość tych szkód to raptem 0,05% rocznej wartości produkcji rolnej w Polsce. A sam system wypłat odszkodowań jest skomplikowany i niespójny.
Według polskiego prawa, dziko żyjące zwierzęta stanowią własność skarbu państwa. Państwo prowadzi tzw. gospodarkę łowiecką, czyli działalność w zakresie ochrony, hodowli i „pozyskiwania” tych zwierząt. Państwo nie robi tego bezpośrednio, lecz za pośrednictwem kontrolowanego przez siebie zrzeszenia o nazwie „Polski Związek Łowiecki”. Cały obszar kraju podzielony jest na tzw. „obwody łowieckie” (w 2024 r. było ich 4766). Są to obszary o powierzchni minimum 3000 ha (przeważnie większe), obejmujące lasy, pola, łąki – również tereny prywatne. Obwody te są dzierżawione lokalnym kołom Polskiego Związku Łowieckiego (istnieją również obwody zarządzane przez Lasy Państwowe). Państwo daje członkom PZŁ możliwość zabijania zwierząt zgodnie z tradycjami łowieckimi przez nich kultywowanymi w zamian za to, że przejmują oni obowiązek wypłacania odszkodowań za szkody w uprawach rolnych wyrządzone przez dziki, sarny, jelenie i daniele. Na terenach, które nie wchodzą w skład obwodów łowieckich (są to np. niektóre obszary w granicach administracyjnych miast, ale też tereny parków narodowych itp.) takie odszkodowania wypłaca skarb państwa (konkretnie urzędy marszałkowskie), co jest logiczne, gdyż – jak wspomnieliśmy – te zwierzęta stanowią własność skarbu państwa.
Prezes Naczelnej Rady Łowieckiej PZŁ, Marcin Możdżonek, w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” powiedział, że „zwierzyna, która jest własnością Skarbu Państwa w stanie wolnym, powoduje bardzo duże szkody i bez odpowiedniej gospodarki łowieckiej zwierzęta by nas po prostu zjadły i byśmy mieli poważne, naprawdę poważne problemy. I tutaj nie ma nawet o czym dyskutować”.
Spróbujmy jednak podjąć trud dyskusji z twierdzeniem prezesa Możdżonka. Skalę szkód i odszkodowań przeanalizował Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła” w opublikowanym w zeszłym roku raporcie „Monitoring odszkodowań w kontekście nowelizacji prawa łowieckiego”.
Skala odkszkodowań
Według danych statystycznych podawanych przez Bank Danych o Lasach (BDL) roczna wysokość odszkodowań wyniosła w sezonie 2023/24 – 82,79 w 2024/25 – 91,64 mln zł.
80-90 milionów zł może się wydawać sporą sumą. Jeśli weźmiemy jednak pod uwagę roczną wartość produkcji rolnej w Polsce, która wynosi ok. 170 mld złotych, to koszt zniszczonych przez dzikie zwierzęta upraw, pokrywany przez myśliwych, nie przekracza 0,053% jej wartości. Gdyby z kolei podzielić ten koszt na wszystkich podatników, oznaczałoby to, że każdy i każda z nas musiałby rocznie zapłacić rolnikom 6 zł 25 gr. A jeśli koszt ten podzielić na wszystkie koła łowieckie (około 2,5 tysiąca), to obciążenie myśliwych z każdego koła wyniosłoby 20 tys. zł. Przy czym prawie w co trzecim obwodzie łowieckim w sezonie 2023/24 nie wypłacono żadnych odszkodowań, a w połowie obwodów ich suma nie przekroczyła 3,3 tys. zł rocznie.
Z własnej kieszeni?
Myśliwi często podkreślają, że płacą za szkody rolnicze z własnej kieszeni. Czy tak jest rzeczywiście? Wszystkie koła łowieckie mają przychody ze sprzedaży mięsa upolowanych zwierząt i zazwyczaj już tylko te przychody przewyższają koszty wypłacanych odszkodowań. Przypomnijmy, że zwierzęta według polskiego prawa należą do Skarbu Państwa, a więc stanowią dobro wszystkich obywatelek i obywateli. A zatem myśliwi spieniężają to dobro i czerpią z niego przychody. Ale to nie jedyne wpływy do kieszeni Polskiego Związku Łowieckiego.
Nie bez znaczenia jest fakt, że od momentu wprowadzenia masowego odstrzału sanitarnego dzików, do PZŁ płyną dodatkowym szerokim strumieniem środki z Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, która na działania związane z ASF wydała 129 mln zł w 2021 r. (w tym wynagrodzenie dla myśliwych, 183 mln zł w 2022 r., 177 mln zł w 2023 r. a w 2024 r. budżet na zwalczanie ASF zredukowano do 97 mln zł.
Niemal 25% przychodów kół łowieckich pochodzi z kolei ze sprzedaży polowań zagranicznym myśliwym. Brak transparentności danych, publikowania sprawozdań merytorycznych czy finansowych, każe nam sięgnąć po ostatnie opublikowane w 2016 r. dane, z których wynika, że myśliwi na turystyce łowieckiej zarobili tylko w owym roku 72,5 mln zł.
Faktycznie myśliwi „ze swojej kieszeni” pokrywają koszty szkód w uprawach rolnych wyrządzone przez dzikie zwierzęta, ale nie są to polscy myśliwi, tylko duńscy i niemieccy. Polscy myśliwi zajmują się natomiast hodowlą tych zwierząt, żeby turyści mogli do nich strzelać za pieniądze
– mówi Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Wypłaty odszkodowań
Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła” prowadząc od 2018 roku działalność poradniczą dla osób chcących wyłączyć swoje nieruchomości z obwodów łowieckich, wielokrotnie spotykał się ze sprawami rolników, którzy doświadczali poważnych trudności w uzyskaniu odszkodowań za szkody wyrządzane przez dzikie zwierzęta. Procedury były dla nich nie tylko skomplikowane, ale również – w ich odczuciu – niesprawiedliwe z powodu sposobu działania kół łowieckich.
O tych problemach informowała również Najwyższa Izba Kontroli (NIK) w raporcie „Prowadzenie gospodarki łowieckiej”, wskazując na przeciągające się procedury. Opóźnienia w wypłacie odszkodowań sięgały od kilku dni do nawet 192 dni, a żaden ze skontrolowanych podmiotów nie wypłacał poszkodowanym odsetek z tytułu opóźnień. Zdarzały się też przypadki rażącego uchylania się od obowiązków: jedno z kontrolowanych kół w 5 przypadkach w ogóle nie przeprowadziło oględzin ani oszacowania szkód po zgłoszeniu i nie powiadomiło poszkodowanych rolników o odmowie wypłaty odszkodowania. NIK zwrócił też uwagę na fakt, iż szkody w uprawach rolnych odnotowywano co roku na powierzchni nie większej niż 1 proc. skontrolowanych obwodów łowieckich.
Konieczność ujednolicenia procedur starania się o odszkodowania łowieckie podjęto już 10 lat temu. W procedowanej wówczas nowelizacji prawa łowieckiego wprowadzono zapis o państwowym funduszu odszkodowań łowieckich. Funduszu Odszkodowawczy przejąć miał od kół łowieckich wypłacanie rolnikom rekompensat za szkody wyrządzone przez dzikie zwierzęta. Poseł Zbigniew Ajchler z Platformy Obywatelskiej przekonywał przekonywał wówczas podczas komisji sejmowej: „Koła łowieckie nie są w stanie udźwignąć ciężaru tych odszkodowań, mówimy o ogromnych kwotach. Rolnicy oczekują tej ustawy jak chleba”. Ajchler zwrócił też uwagę, że to Prawo i Sprawiedliwość dwa lata wcześniej zaproponowało powstanie Funduszu Odszkodowawczego. Po dwóch latach rząd PiS się z niego jednak wycofał, argumentując, że zbytnio obciąży budżet państwa. W ten sposób fundusz zlikwidowano zanim zaczął funkcjonować.
Niedawno pomysłu utworzenia Funduszu Odszkodowawczego wróciła Krajowa Rada Izb Rolniczych, która zaapelowała do Ministry Klimatu i Środowiska, aby odszkodowania wypłacane były z państwowego funduszu gwarancyjnego, a nie przez koła łowieckie.
Warto byłoby wrócić do raz już wypracowanych i konsultowanych w procesie legislacyjnym rozwiązań, ponieważ system w obecnym kształcie nie zapewnia rolnikom skutecznej i sprawiedliwej rekompensaty za szkody, a i zwierzętom nie zapewnia skutecznej ochrony przed byciem zabijanymi dla rozrywki. Reformy wymaga także transparentność finansowa i merytoryczna Polskiego Związku Łowieckiego
– podsumował Radosław Ślusarczyk.