Przyrodnicy po ataku niedźwiedzia: zamiast polityki opartej na strachu wprowadźmy model z Tatr
Po ataku niedźwiedzia na 53-letniego mieszkańca gminy Cisna przyrodnicy apelują o pilne wdrożenie w Bieszczadach rozwiązań stosowanych od lat w Tatrach. Do polityków kierują apel: zamiast podsycać strach przed, należy wprowadzić system prewencji – zabezpieczać odpady, monitorować niedźwiedzie i umożliwić ich skuteczne płoszenie.
W sobotę 7 marca w lesie w pobliżu miejscowości Kalnica niedźwiedź zaatakował mężczyznę. Pomimo obrażeń kończyn i głowy poszkodowany wrócił do domu i wezwał pomoc. Został przewieziony do szpitala, gdzie udzielono mu pomocy medycznej, a następnie wypisano do domu. Jego życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Jak podkreślają eksperci, takie zdarzenia należą do rzadkości:
Incydentów z niedźwiedziami, w których dochodzi do fizycznego kontaktu i poranienia człowieka przez niedźwiedzi jest bardzo mało. Są to incydentalne przypadki. Są lata, gdy nie odnotowuje się ani jednego takiego zdarzenia, w innych mówimy o paru
– tłumaczy biolog, Robert Gatzka.
Niedźwiedzie przyciąga łatwo dostępny pokarm
Przyrodnicy przypominają, że powodem zbliżania się niedźwiedzi do ludzkich siedzib jest łatwy dostęp do pożywienia. Chodzi o niezabezpieczone odpady komunalne. Problemem są też nęciska.
W Bieszczadach od lat w ramach gospodarki łowieckiej wysypuje się do lasu duże ilości karmy dla zwierząt. Ok. 30% bieszczadzkich niedźwiedzi nie zapada w sen zimowy z uwagi na pełną dostępność pokarmu przez cały rok.
Mamy do czynienia z tonami pokarmu: burakami, kukurydzą, ziemniakami albo nawet zwykłymi odpadami z domu – chlebami i owocami cytrusowymi. Na to przychodzi niedźwiedź i znów uczy się korzystać z łatwego pokarmu. Dodatkowo przyzwyczaja się do zapachów, które myśliwi pozostawiają na nęciskach – zapachu samochodu, zapachu ludzi, co z kolei zaczyna im się dobrze kojarzyć i zachęca do odwiedzania również ludzkich okolic
– Mówi Robert Gatzka.
Bieszczady przypominają Tatry z lat 90-tych
Podobny problem występował w Tatrach w latach 90. Niedźwiedzie były wtedy przyciągane przez niezabezpieczone odpady, a także dokarmiane przez turystów.
Niedźwiedzie uznawane za problemowe, takie jak „Kuba” czy „Magda” były wtedy eliminowane. „Kuba” został zastrzelony, „Magdę” odłowiono do zoo, gdzie zmarła. Dopiero wprowadzenie systemowych działań – zabezpieczania śmieci, edukacji i płoszenia zwierząt – ograniczyło konflikty.
Atak niedźwiedzia łatwo wykorzystać politycznie. Straszenie niedźwiedziami działa na emocje, ale nie rozwiązuje problemu. Mamy sprawdzony model z Tatr – zamiast podsycać strach powinniśmy jak najszybciej wdrożyć go w Bieszczadach
– mówi Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
Kluczowa rola grup interwencyjnych
Jednym z najważniejszych elementów systemu działającego w Tatrach są wyspecjalizowane grupy interwencyjne. Reagują one na pojawienie się niedźwiedzi w pobliżu ludzi i w razie potrzeby płoszą je przy użyciu gumowej amunicji.
W latach 2020–2024 w Tatrzańskim Parku Narodowym gumowych pocisków użyto 45 razy. Jak podkreślają przedstawiciele parku, płoszenie ma charakter prewencyjny – pozwala budować u zwierząt negatywne skojarzenie z obecnością człowieka.
Rozwiązania muszą być systemowe. Nie może być tak, że pojawia się niedźwiedź przy śmietniku, a ja muszę czekać tydzień na zgodę na jego odstraszenie
– mówił podczas sejmowej komisji środowiska Filip Zięba z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Potrzebne szybkie zmiany w prawie
Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w ramach Programu Ochrony Niedźwiedzia Brunatnego planuje powołanie dwóch grup interwencyjnych w Bieszczadach – jedna z nich już działa.
Aby jednak system był skuteczny, konieczne są zmiany w przepisach, które umożliwią płoszenie niedźwiedzi przy użyciu gumowej amunicji. Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt (druk 1675) jest po pierwszym czytaniu w Sejmie.
Bez nowych przepisów grupy interwencyjne będą mogły zajmować się głównie edukacją i zabezpieczaniem odpadów. Tymczasem dopiero połączenie tych działań z płoszeniem zwierząt daje realne bezpieczeństwo
– podkreśla Ślusarczyk.
Nie róbmy polityki na strachu przed niedźwiedziami
Eksperci zwracają uwagę, że pojedynczy incydent z dzikim zwierzęciem łatwo staje się medialnym symbolem zagrożenia, choć w lasach dochodzi do wielu innych, znacznie częstszych wypadków.
6 marca w miejscowości Blizne (woj. podkarpackie), w lesie ciągnik śmiertelnie przygniótł mężczyznę. 8 marca w Józefowie (woj. wielkopolskie) podczas zbioru szyszek wywróciła się ładowarka teleskopowa – jeden mężczyzna zginął, drugi został ciężko ranny.
W Polsce żyje ok. 130 niedźwiedzi, z czego większość w Bieszczadach.