Jesteś tutaj: Działania / Dolina Rospudy / Czytelnia / Krajobraz po Via Baltica
Za: www.kontakty-tygodnik.com.pl
Po kilkunastu latach burzliwych i jałowych dyskusji o przebiegu trasy Via Baltica, podlaski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad postanowił zmienić taktykę. Zamiast roztaczania wizji i prowadzenia wojen z organizacjami ekologicznymi, zamierza remontować drogi i budować obwodnice tam, gdzie to jest konieczne. Przyszły rok może być pod tym względem przełomowy.
Decyzja ta jest wynikiem obserwacji tego, co się dzieje na drogach województwa podlaskiego, zwłaszcza w jego północno-wschodniej części. Ruch samochodów ciężarowych narastał systematycznie od początku lat dziewięćdziesiątych. Rósł też przeciętny ciężar tira. Po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej problemy zaostrzyły się jeszcze bardziej. W czerwcu przez przejście graniczne w Budzisku przejechało prawie 30 proc. więcej samochodów niż rok wcześniej, czyli niemal 103 tys., w tym 66 tys. ciężarówek. Przez Augustów przejeżdża codziennie nawet do 3 tys. tirów. Jeśli dodamy do tego wakacyjny ruch rowerów i pieszych, otrzymamy obraz zagrożenia wypadkami drogowymi w tym rejonie. Nic dziwnego, że ta trasa dzierży palmę pierwszeństwa pod względem zabitych i rannych.
Droga nr 61 (a zwłaszcza odcinek Łomża - Grajewo - Augustów) dawno już stracił prawo do miana "drogi śmierci". Poszerzenie jezdni, poprawa nawierzchni oraz lepsze oznakowanie sprawiły, że jeździ się tam znacznie bezpieczniej. Zresztą, nie bez wpływu na ograniczenie szybkości pozostają liczne roboty wstrzymujące ruch. Nie ma teraz tu także tirów. Tadeusz Topczewski, dyrektor białostockiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg ma nadzieje, że trasa ta będzie turystycznym uzupełnieniem Via Baltiki. Bez ciężarówek ruch będzie wolniejszy i mniej nerwowy, a kierowcy będą zatrzymywać się w mijanych miejscowościach, co znakomicie przyczyni się do ich gospodarczego rozwoju. Już dziś władze Rajgrodu błagają, aby nie puszczać tędy tirów, bo wreszcie można wykorzystać turystyczny potencjał tego miasta. I jeszcze jedna dobra wiadomość: poprawianie drogi nr 61 zakończy się jeszcze w tym roku.
Największym problemem jest jednak fragment "ósemki" Białystok - Augustów i dalej w kierunku Suwałk. Ten odcinek ma już bogatą historię, o której nie raz pisaliśmy w "Kontaktach". Historii burzliwej dyskusji i walki z organizacjami ekologicznymi o każdy niemal kilometr. Kilka lat temu najwięcej kontrowersji wzbudził projekt obwodnicy wokół Sztabina, bo tam droga przecina Biebrzański Park Narodowy. Przecina w najwęższym i najmniej wartościowym przyrodniczo odcinku, jednak awantura była taka, jakby chodziło co najmniej o zasypanie całej Biebrzy. Ostatecznie drogowcy zaplanowali w miejsce istniejącego dziś niewielkiego mostu długą i kosztowną estakadę, umożliwiającą przechodzenie pod nią płazom i ssakom. Do rozpoczęcia budowy jednak daleko, toteż możemy spodziewać się jeszcze wielu niespodzianek.
Dyrektor Topczewski zapowiada na następny rok rozpoczęcie budowy obwodnicy Augustowa. I to dopiero jest problem. Wprawdzie wytyczono i przeanalizowano wiele wariatów; każdy kilometr trasy obrósł tomami ekspertyz; wywłaszczone zostały wszystkie potrzebne grunty; odwołania i protesty przeszły pełną drogę sądową, to jednak wokół sprawy nie przestaje być głośno. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą ekologów, którzy ślą protesty do Rady Europy, Banku Światowego i do wszystkich, którzy mogą mieć wpływ na przyznawanie unijnych funduszy. Chodzi głównie o dolinę rzeki Rospuda, którą przyszła obwodnica będzie przecinać. I w tym przypadku drogowcy przewidzieli długą estakadę, umożliwiającą swobodne przemieszczanie się fauny dołem bez konieczności wychodzenia na jezdnię. Ochroniarze żądają zmiany trasy na o wiele dłuższą i kosztowniejszą; postulują kolejne ekspertyzy, co w praktyce oznacza przedłużenie jałowej dyskusji na kolejne kilka lat.
Niedawno do walki włączyła się znana światowa organizacja Greenpeace, która właśnie zainaugurowała swoje działanie w Polsce. Nic bardziej nie pasuje do agresywnego stylu globalnych ochroniarzy, wsławionych utarczkami z francuską marynarką wojenną w okolicach atolu Bikini, niż ratowanie zagrożonej natury w województwie podlaskim. Zabrali 1300 podpisów pod protestem w sprawie przebiegu obwodnicy wokół Augustowa. Władze tego miasta zebrały natomiast 6000 tysięcy podpisów mieszkańców pod żądaniem, żeby budowę wreszcie zacząć, bo dłużej nie da się już wytrzymać. Greenpeace zapowiada blokady. Burmistrz Augustowa Leszek Cieślik, pół żartem, pół serio obiecuje obywatelską pomoc policji.
Zastępca dyrektora białostockiego oddziału GDDKiA Włodzimierz Supernak, który na co dzień śledzi publikacje organizacji ekologicznych, zwraca uwagę na pewną charakterystyczną dezinformację, pojawiającą się na anglojęzycznych stornach internetowych. Pisze się na nich, że Polska buduje autostrady na terenach przyrodniczo bezcennych.
Po pierwsze nie buduje, po drugie nie autostrady - tłumaczy dyr. Supernak. - Taki zapis sugeruje, że tworzymy coś od nowa na dziewiczym terenie. Tymczasem my jedynie dostosowujemy już istniejące drogi do standardów europejskich. Ruch już tu jest i będzie niezależnie od tego, jaki będzie stan tych tras. Modernizacja dróg i budowa obwodnic potrzebna jest po to, aby można było nimi bezpiecznie jeździć.
Nie może też być mowy o tworzeniu autostrad, a jedynie o drogach ekspresowych, co stanowi istotną różnicę, trudną jednak do wyjaśnienia w terminologii angielskiej. A to nieuchronnie rodzi wiele nieporozumień.
Nie ma wątpliwości, że o walce ekologów z drogowcami usłyszymy jeszcze nie raz i to w kontekście tzw. korytarza paneuropejskiego Via Baltica. Ważne jest jednak, aby ambitna dyskusja o wielkich celach nie sparaliżowała normalnej pracy nad poszerzaniem dróg i budową obwodnic tam, gdzie jest to konieczne. W końcu drogi mają służyć ludziom tu i teraz, a nie w odległej przyszłości.
Jan Oniszczuk