Jesteś tutaj: Dzikie Życie / Numery Dzikiego Życia
Szukamy wsi Goślinowo. Ma tam być jedna z największych plantacji truskawek w kraju. Jedziemy na spotkanie z jej właścicielem. Jak żyje i mieszka właściciel? Jak król? Mieliśmy się przekonać, że faktycznie, jak król, tyle że w szczególnym tego słowa znaczeniu.
zadrzewione jary, niewielkie wzgórza i skarpy pomiędzy polami, no i oczka wodne otoczone stojącymi w wodzie wierzbami. Dużo wody, dużo wilgoci, zalane łąki. Pnie drzew przydrożnych i gałęzie krzewów zielone od pokrywających je mchów.
Oprócz truskawek i roślin ogrodowych hoduje i rozmnaża rośliny chronione i ginące. Dostarcza je do licznych ogrodów botanicznych w kraju oraz sam wysadza w miejscach, w których kiedyś rosły, w ich naturalnych siedliskach. Najwięcej na terenach, które wykupuje od lat - tak powstają jego prywatne rezerwaty przyrody.
niebawem z ziemi wyjrzą - chyba najbardziej ukochane przez gospodarza - storczyki. Wśród krzaków przemykają sarny, a na zrytej ziemi widać ślady po żerujących dzikach. Wszędzie dużo wody. W stawach kiełkujące grzybienie. Nad naszymi głowami kołuje myszołów. Pan Ryszard wspomina, że pojawiły się tutaj nawet łosie - zostały jednak wystrzelane przez myśliwych. Oczami wyobraźni widzimy te miejsca pełną wiosną, latem i wreszcie jesienią. Wyobrażamy sobie jaki tu już niedługo będzie panował rwetes, jakie będzie wspólne granie i śpiewanie, kiedy pojawią się żaby, ropuchy, traszki, ptaki wodne i miliony owadów. Pomimo uśpionej jeszcze przyrody, łąki zachwycają wieloma odcieniami beżu w postaci suchych ziół, na leszczynie wiszą krwistoczerwone bazie, stojące w wodzie krzewy zielenią się pokrywającymi konary glonami. Dochodzimy do pradoliny rzeki Wełna. Niestety, meandrującą, zarośniętą i tętniącą życiem rzekę inżynierowie zamienili w smutny, prosty rów. Tylko gdzieniegdzie pozwolono jej zakręcić, pozostały też ślady dawnego koryta. Prostowanie i betonowanie rzek i strumieni jest w ostatnich latach ulubionym sposobem wydawania pieniędzy we wszystkich niemal gminach w Polsce. Pan Ryszard pociesza: Kilka lat minie i życie wróci, powrócą stare kształty, wyrosną nowe krzaki, wrócą ptaki. Przyrody nie da się powstrzymać.
tej pory udało się panu Majewskiemu nabyć około 60 ha ziemi, w różnych, niezależnych od siebie kawałkach. To jeszcze nie koniec. Przydałoby się te poszczególne miejsca jakoś ze sobą połączyć, stworzyć korytarze ekologiczne, tak by zagwarantować zachodzenie większych procesów, wymiany genetycznej poszczególnych gatunków, swobodę poruszania się zwierząt. Byłoby idealnie, gdyby te tereny udało się pozostawić nieogrodzone. Pan Ryszard pozwala wypasać na nich krowy, pozwala je zwiedzać, jeździć na rowerze. Ale chodząc razem po tych terenach odkrywamy ze smutkiem nowe wysypiska śmieci. Wyrzucony telewizor, opony, mnóstwo przeróżnych odpadów i opakowań. Wielu z okolicznych mieszkańców nie rozumie i nie akceptuje czegoś takiego, jak gromadzenie terenów po to, by je po prostu zachować, a nawet przywrócić do jeszcze większej różnorodności życia. Swoją dezaprobatę manifestują czasami poprzez wysypywanie śmieci. Mijamy ślady po ściętych i usuniętych konarach. - Cóż, jeśli to z nędzy, to nie mam żalu... - macha ręką pan Ryszard. Ma bogate plany. W okolicznych lasach są miejsca, którym należy się też ochrona, trzeba utworzyć leśne rezerwaty. Pierwsze rozmowy z leśnikami już były, ale to nie wszystko. Jednym z ostatnich pomysłów pana Ryszarda jest akcja sadzenia "Dębów Trzeciego Tysiąclecia". Najpierw w skali lokalnej, potem ogólnopolskiej. Władze pomysł kupiły.Marta Lelek