Skocz do:


Menu główne:

Jesteś tutaj: Dzikie Życie / Numery Dzikiego Życia

Dzikie Życie

7-8/85-86 2001
Lipiec / sierpień 2001

AJK

Śląsk

Kolejka na Pilsko?
Pilsko pomnikiem naszego stosunku do przyrody

Jedną z przyczyn dlaczego w Polsce tak ła­two niszczyć przyrodę i nie liczyć się z pra­wem jest brak społecznego sprzeciwu. W tym artykule znowu wracamy do spraw Pilska, bo wydarzenia wokół tej góry pokazują wyrazi­ście na czym polega słabość ochrony przyro­dy w Polsce. Często nie są to niedostatki prawne, a ambiwalencja postaw i szum infor­macyjny. Mamy niezliczoną ilość organizacji ekologicznych, ale tylko (chociaż można też powiedzieć, że „aż”) 25 z nich przystąpiło do tej pory do Porozumienia dla Dzikiej Przyro­dy, którego jedynym celem jest wspólne wy­stępowanie w obronie zagrożonej przyrody.


W kioskach można zobaczyć kilkanaście ty­tułów prasy ekologicznej, ale zdecydowana większość boi się jakImage ognia tzw. tematów kon­trowersyjnych, nazywania rzeczy po imieniu, ujawniania naruszania prawa, żadne nie zaj­mują się kontrolą tego, co dzieje się w parkach krajobrazowych i narodowych, jak prowadzo­na jest gospodarka leśna, czy decyzje organów państwowych i samorządowych nie powodują dalszych zniszczeń przyrody. O wycinaniu drzew w Puszczy Białowieskiej szybciej pisa­ły wysokonakładowe dzienniki niż kolorowe pisemka ekologiczne, wolące zachwycać się akcją „sprzątania świata”. W „Dzikim Życiu” staramy się tę lukę wypełnić, bo uważamy, że zamiast opisywania piękna przyrody i chwale­nia leśników sadzących rządkami drzewka, rolą niezależnej prasy jest ujawnianie wszystkiego, co powoduje niszczenie przyrody i pokazywa­nie przyczyn oraz sprawców tego stanu rzeczy.

Tym razem musimy znowu przypomnieć o Pilsku, a pretekstem do tego jest fakt, że Wojewódzka Komisja Ochrony Przyrody spotka­ła się 29 maja w Jeleśni, żeby dyskutować nad planami budowy kolejki krzesełkowej lub gon­dolowej na Halę Miziową, miesięcznik „Aura” z kolei przedstawił niedawno nieprawdziwe, jednostronne wiadomości, prezentujące punkt widzenia ludzi zaangażowanych finansowo w inwestycje na Pilsku. Można by pominąć milczeniem ten fakt, lecz przecież czytelnicy zostali poinformowani przez, było nie było, pismo „ekologiczne” o sukcesie w ochronie przy­rody w miejscu, gdzie od lat dzieje się jedno z większych przestępstw wobec przyrody.
 
Trochę historii

Pilsko jest jedynym, oprócz Babiej Góry szczytem Beskidów z piętrem kosodrzewiny. Przed dwudziestu laty, w tzw. czasach komu­nistycznych Pilsko zostało zdewastowane przez gliwickich inwestorów związanych z ko­palniami węgla, działających pod skrzydłami urzędników partii sprawującej wówczas władzę. Chronioną prawem kosodrzewinę zmiażdżono czołgiem wytyczając trasę wyciągu orczykowe­go (nr 7), nie liczono się z zapisami miejscowe­go planu zagospodarowania, rozpoczęto także budowę luksusowego schroniska-hotelu na Hali Miziowej, zlokalizowanego wbrew wszel­kim zasadom architektury krajobrazu. Po upad­ku „komuny” na Pilsku zaczęło być jeszcze gorzej: nowe władze zalegalizowały (łamiąc prawo - co stwierdził prawomocnym wyro­kiem NSA) nielegalnie wybudowany wyciąg i trasy narciarskie, przyrodnicy wykonali za pieniądze inwestorów ekspertyzy godzące dal­szą eksploatację Pilska z ochroną przyrody, li­cząc że przyniesie to jakieś korzyści także przyrodzie (do czego nigdy nie doszło), po­wstały kolejne wyciągi wybudowane z naru­szeniem prawa (wyciąg, który miał być rozbieralny powstał jako stały, w dodatku wy­żej niż przewidywała lokalizacja).

Żadne ustalenia dotyczące ochrony przyro­dy na Pilsku nie są respektowane - jeździ się po minimalnej pokrywie śnieżnej (prof. Wit­kowski mija się z prawdą pisząc w „Aurze”, w artykule krytykującym - zresztą słusznie zachwyt innych profesorów nad nartostradą dewastującą zbocze Pilska, że grubość 40 cm pokrywy śnieżnej jest przestrzegana), okolice kopuły Pilska są zdewastowane, panuje tam niespotykany gdzie indziej w górach chaos inwestycyjny, obiecywane rezerwaty przyro­dy nie powstały. Obecnie na Pilsko planuje się budowę kolejki linowej.
 
Obrońcy przyrody

Od wielu lat „Pracownia” angażuje się w obronę Pilska. Powstała nawet doraźnie koalicja dla ratowania tej góry - także z udziałem Ligi Ochrony Przyrody, Polskiego Towarzy­stwa Tatrzańskiego, środowisk przewodnic­kich i innych. Na Pilsku protestowali Słowacy. Kilkakrotnie zwracali się do polskiej strony z żądaniem zmniejszenia antropopresji w otulinie ich najcenniejszego rezerwatu lasu gór­noreglowego. Bez skutku. Przed rokiem Słowacy protestowali na Pilsku, przyklejając plakaty domagające się od strony polskiej szacunku dla przyrody.

Pracownia od wielu lat domaga się ochrony przyrody Pilska - bezskutecznie, choć NSA przyznał nam rację jeśli chodzi o niewłaściwą decyzję legalizującą wyciąg nr 8.
Pracownicy Zespołu Parków Krajobrazo­wych w Katowicach, oddział w Żywcu stwier­dzają, że na kopule Pilska występują 23 gatunki roślin naczyniowych podlegających ochronie całkowitej. Czosnek syberyjski występujący na Hali Miziowej i pod szczytem Pilska to jedy­ne znane stanowiska w polskiej części Karpat. Spośród większych zwierząt na Pilsku można spotkać nawet rysia, wilka i niedźwiedzia. Po stronie słowackiej jest tam przecież najwięk­szy rezerwat naturalnego lasu górnoreglowe­go. Żyje tam głuszec i cietrzew.

Profesor Michalik już dawno temu pisał, że najkorzystniejsze dla zabezpieczenia szczyto­wych partii masywuImage Pilska byłoby objęcie ca­łego terenu ochroną rezerwatową oraz usunięcie wyciągów narciarskich. Co prawda prof. Wit­kowski, starając się być pragmatycznym, jest innego zdania i uważa, że Pilsko można poświę­cić - żeby uratować Tatry - dla narciarstwa, naj­lepiej śladowego, nie ingerującego zbyt mocno w przyrodę, jednak i on zwraca uwagę, że na Pilsku mamy do czynienia z wyjątkowym cha­osem inwestycyjnym, a ochrona przyrody po­zostaje w sferze obietnic. Profesor próbuje wykorzystać kolejne pomysły inwestycyjne na Pilsku, by doprowadzić do likwidacji obecne­go bałaganu i uszczknąć coś dla przyrody ­bezskutecznie. Tatry są nadal dewastowane ­Pilsko też.

Żywiecki Park Krajobrazowy występował z inicjatywą ochrony Pilska. Sugerowano powiększenie istniejącego, maleńkiego rezerwa­tu do powierzchni około 334 ha. Ta koncepcja faktycznie odnosiła się do ochrony przyrody. Niestety, przestała być aktualna w obliczu dal­szej eksploatacji kopuły Pilska. Na Pilsko wy­jeżdża dwa razy więcej narciarzy niż na Kasprowy Wierch. Pilsko jest znacznie bar­dziej intensywnie wykorzystywane przez nar­ciarzy niż Tatry, a tym samym znacznie bardziej zagrożone - piszą pracownicy parku krajobrazowego. Przyznaje to również profe­sor Zbigniew Witkowski.
 
Wpadka „Aury”

Czasopismo „Aura” opublikowało (nr 1/200l) propagandowy artykuł o tym, jak to na Pilsku mądrze chroni się przyrodę! Artykuł ten nie na­daje się nawet do polemiki i choć w krakow­skim środowisku (autorami artykułu byli profesorowie Curzydło i Kostucha) nie wypa­da nikogo krytykować, to jednak zarówno prof. Witkowski, autor ekspertyz dotyczących Pil­ska, który napisał w kolejnym numerze „Aury”, że Pilsko nie jest jednak dobrym przy­kładem, a raczej mniejszym złem, jak i liczne osoby wywodzące się ze środowisk ochroniar­skich nie pozostali obojętni na popularyzowa­nie takich poglądów. Czasopismo „Aura” nie raczyło zauważyć, że to, co ono nazywa mą­drą ochroną przyrody spotkało się z jedno­znacznym sprzeciwem i krytyką ze strony wielu organizacji (Pracowni, LOP, Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, słowackiego VLK, czeskiego Hnuti Duha) i tysięcy ludzi.
 
Co niszczy narciarstwo?

„Duże zniszczenia powierzchniowe w szacie roślinnej powoduje narciarstwo zjazdowe” - piszą fachowcy z Zespołu Parków Krajobrazo­wych. „Powoduje ono wylesianie szerokich pasów terenu pod wyciągi, nartostrady, trasy zjazdowe. W obrębie nartostrad i tras zjazdo­wych pokrywa roślinna jest uszkadzana przez ratraki i krawędzie nart [..] Badania przepro­wadzone na nartostradach Pilska wykazały, że na ich 2/3 powierzchni występują wyraźne uszkodzenia darni roślinnej, a na około 10 -15% powierzchni jest ona zniszczona zupełnie, co powoduje erozję gleb i odsłanianie podłoża skalnego” - czytamy w tym samym materiale. Gleba w górach tworzy się przez tysiące lat!

Autorzy oceny zagrożeń na Pilsku piszą bez wahania, że ewentualne wybudowanie kolejki gondolowej z Korbielowa na Pilsko znacznie zwiększy zagrożenie zniszczenia przyrody kopuły tej góry. Już obecnie rejon występowania cennych zbiorowisk nad Halą Miziową na tor­fowiskach, młakach ze stanowiskami rzadkich gatunków roślin jest poszatkowany przecinka­mi pod wyciągi (dwa nielegalne) i nartostrady.
Podczas posiedzenia Komisji Ochrony Przy­rody Sabina Nowak z organizacji „Wilk” przypomniała, że na terenie projektowanej kolejki żyje grupa wilków. Przecięcie tego lasu trasą kolei spowoduje, że te zwierzęta się wyniosą. Odejdą także inne zwierzęta, dla których nie­pokawałkowany obszar lasu ma duże znacze­nie życiowe.
 
Dlaczego nie wolno uprawiać ekologicznej propagandy

Profesorowie Curzydło i Kostuch napisali w „Aurze”, że poszerzona trasa zjazdowa nr 5 na Pilsku jest dobrym przykładem zagospoda­rowania. Panowie profesorowie, trochę ostrożności w ferowaniu takich osądów! Może było to dobre zlecenie, może naprawiało w jakimś stopniu wyrządzone przyrodzie szkody, ale za­razem taka opinia legitymizuje barbarzyńskie działania inwestorów, jeśli nie wskazuje się na cały kontekst działań, i na pewno nie służy to przyrodzie! To raczej dobry przykład łamania prawa (Park Krajobrazowy zaskarżył wówczas realizację tej przebudowy, robionej pod pre­tekstem modernizacji drogi). Dla autorów ar­tykułu i „Aury” inwestycja ta nie była szkodliwa dla przyrody, a wręcz udana. A je­śli czytelnicy w to uwierzą? Toż to działanie na szkodę przyrody. Zapraszamy czytelników do zwiedzenia Pilska - zobaczycie tam dewa­stację przyrody górskiej na niespotykaną w Polsce skalę. Według „Aury” protesty mia­ły sens zanim powstała trasa. A obecnie co? Trzeba pochwalać zabiegi kosmetyczne na zniszczonej przyrodzie? „Aura” uważa, że „nartostrada już jest i pisanie teraz najgwałtowniejszych nawet protestów nie sprawi, że zniknie”. Góra Pilsko została brutalnie zgwał­cona, nie pierwszy już raz. Należy o tym za­pomnieć? Czy redakcja uważa, że jeśli jakaś kobieta zostanie zgwałcona, to należy o tym milczeć i przysposobić ją do dalszej „eksploata­cji”, byle bezpiecznie, dostarczając odpowiednich środków antykoncepcyjnych i kosmetycznych? Szkoda, że pismo zajmujące się przyrodą nie jest zainteresowane ani łamaniem prawa, ani niszcze­niem przyrody, a tym bardziej opiniami poza­rządowych organizacji z Polski i Słowacji. Pisząc artykuł o jakimś obszarze problemowym należy prezentować punkt widzenia wszystkich zaangażowanych w spór stron ­- tego wymaga nawet prawo prasowe, choć fak­tycznie, przez lata w Polsce nauczono wielu dzien­nikarzy pisać tylko tzw. „konstruktywne” opinie.
  
Kolejka na Pilsko i interesy lokalne

Nie ulega wątpliwości, że Pilsko jest górą eksploatowaną narciarsko, że na Hali Mizio­wej panuje wielki chaos urbanistyczny, że od lat buduje się tam schronisko-hotel, które bez kolejki linowej może splajtować. Jeśli chce­my mówić o jakichś kompleksowych rozwiązaniach przestrzennych, to musimy rozważyć, co powinniśmy chronić, z czego zrezygnować, gdzie powiedzieć „stop” i w jakim stopniu pro­ponowane rozwiązania przyczynią się do fak­tycznej ochrony przyrody. Na to pytanie nikt na spotkaniu w urzędzie gminy Jeleśnia nie po­trafił odpowiedzieć.

Na wyjazdowym posiedzeniu Wojewódz­kiej Komisji Ochrony Przyrody wójt Jele­śni wystąpił jako rzecznik budowy kolejki linowej. Kolejka nie jest w smak Gliwic­kiej Agencji Turystycznej (GAT), która do tej pory czerpie zyski z narciarskiej eksplo­atacji góry. Być może GAT mógłby wystą­pić w roli obrońcy przyrody sprzeciwiając się budowie kolejki, gmina natomiast, lan­sując kolejkę, mogłaby zobowiązać się do likwidacji wyciągów prowadzących pod ko­pułę Pilska i wprowadzając do planu kon­kretne obszary chronione. Nic takiego jednak na razie nie zaistniało. Owszem, przewod­niczący zarządu Wspólnoty Leśno-Grunto­wej Hali Miziowej w Korbielowie, pan Władysław Mizia (wójt gminy Jeleśnia) na­pisał do Żywieckiego Parku Krajobrazowe­go: „W nawiązaniu do Waszej propozycji utworzenia i powiększenia rezerwatu »Pil­sko« uprzejmie informuję, że Zarząd Wspól­noty [...] pozytywnie ustosunkował się do utworzenia rezerwatu”. Niestety, dalej w pi­śmie czytamy, że „podstawowym warun­kiem zgody na włączenie naszych terenów [...] jest wyrażenie przez Was po­zytywnej opinii na budowę wycią­gu krzesełkowego lub gondolowego na Halę Miziową”. Brzmi to jak szantaż, choć oczywiście można zrozumieć interes związany z bu­dową kolejki. Pan wójt i Wspólno­ta chcą zrobić coś dobrego dla gminy - jednak wciąż brakuje szer­szej perspektywy i odwagi zrozu­mienia, że największym skarbem jest przyroda niezniszczona.

Przewodniczący Wojewódzkiej Komisji Ochrony Przyrody, a za­razem znawca Pilska, prof. Zbi­gniew Witkowski napisał do nas: „Może doczekam czasu, kiedy ktoś mądrzejszy wpadnie na pomysł górskiej trasy biegowej? Nama­wiam już na to kilka gmin, ale na razie bez skutku. Do tego idealnie nadawałoby się Pilsko, skąd spod Hali Miziowej można by puścić na wschód długą, nie męczącą trasę, aż pod Lipowską i dalej, grzbietem do Raczy. To byłoby fantastyczne właśnie ze względu na chodzenie po górach, a nie szu­sowanie w kółko w dół. Ma i tę dodatkową zaletę, że tam wysoko śnieg na pewno utrzy­muje się przez około 3 miesiące i na razie nie widać, aby ocieplenie temu zagroziło. Jednak trzeba wybrać: albo zaśmiecamy wy­ciągami i ułatwieniami, albo robimy unikal­ną w Polsce trasę biegową. Myślę, że nasi włodarze terenu nie zdają sobie sprawy, że czeka ich myślenie specjalizacyjne. My ni­gdy nie wygramy z Alpami pod względem narciarstwq zjazdowego, będziemy też gor­si od Słowacji. Szansą - do pewnego stopnia - jest niższa cena korzystania z wyciągów, ale jej już zbić się nie bardzo da, albo specjaliza­cja. W Alpach jest mało terenów, które są rów­ne na długim odcinku i nie zagrażają lawinami, a także prowadzą grzbietem, skąd mamy piękne widoki. U nas właśnie na Pil­sku to jest i tu świetnie pasuje kolejka krze­sełkowa pod Halę Miziową. Ale coś za coś. Albo porządek na Hali i kolejka, albo nic. Obawiam się, że GAT nie zrezygnuje łatwo ze swoich wyciągów, a z drugiej strony wójt nie da się przekonać do koncepcji jedynej górskiej trasy biegowej w Karpatach. Czas pokaże, czy miałem rację. [...] Bogactwo w sąsiedztwie biedy rodzi zwierzęcą chęć od­bicia się od dna za wszelką cenę. Ci którzy tę szansę widzą w czymś, nie patrzą już na nic innego”.
 
Jak gdyby

Autor projektu zagospodarowania prze­strzennego obszaru projektowanej kolejki li­nowej, mgr inż. arch. Roman Sowiński mówił, że chciałby „jak gdyby rozwiązać kompleksowo problemy Pilska”. Mówił na spotkaniu Komisji Ochrony Przyrody w Je­leśni, że jego projekt zmierza do tego, „żeby ograniczyć do niezbędnego minimum jak gdyby wycinki, żeby ingerencja tej inwesty­cji była jak gdyby najmniejsza”. Hm, pro­blem w tym, że chodzi o przyrodę, a nie o rysunki na podkładach geodezyjnych. Wiele mówił o tym, że jego idea jest jak naj­mniej ingerująca w środowisko naturalne. Niestety, nie usłyszeliśmy ani o likwidacji jakichś wyciągów, ani o ochronie przyrody, ani nawet nikt nie potrafił podać przepusto­wości projektowanej kolejki. Projektant za­znaczył, że jest całkowicie otwarty na wszelkie propozycje. Może więc należało­by zaproponować zajęcie się ochroną przy­rody, zamiast „jak gdyby” ograniczania in­gerencji projektowanych - a więc ingerują­cych w przyrodę - inwestycji?

Zbigniew Witkowski zwrócił uwagę na fakt, że chaos przestrzenny dotyczy nie tyl­ko urządzeń narciarskich, ale także zabudo­wy Hali Miziowej: stoi tam stare schronisko, goprówka - pełniąca też rolę schroniska, schronisko-hotel w budowie, budy wycią­gów - a wszystko to porozrzucane po hali bez żadnej próby zachowania harmonii z krajobrazem. Nie usłyszeliśmy jednak żadnej sugestii co do uporządkowania Hali Miziowej.
 
Czym grozi kolejka?
Kolejka w każdej wersji przecina duży kom­pleks leśny, w którym żyją wilki, rysie, gdzie przebywa niedźwiedź.Image Jej budowa i eksploata­cja to stworzenie silnej bariery od­straszającej zwierzęta. To kolejny element fragmentacji przyrody. Przede wszystkim jednak kolej­ka oznacza wywożenie tysięcy ludzi w zimie i w lecie pod sam szczyt Pilska. Ludzie ci będą na­stępnie się „rozchodzili”. Już obecnie mamy do czynienia z wielkimi zniszczeniami gleby spowodowanymi także letnim ruchem turystycznym. Turyści wywożeni kolejką linową to nie ci, którzy szukają w górach ciszy i spokoju i starają się nie zostawiać śladów, to przede wszystkim ma­sowe wycieczki młodzieży, nie­zbyt przygotowanej do uważnego przebywania w przyrodzie.
 
Leśnicy o niczym nie wiedzą

Kolejka ma być poprowadzona przez lasy państwowe. Leśnicy jednak nic nie wiedzą o planach lokalizacji kolejki i (na razie) nie zamierzają wyrazić zgody na wy­lesienie. Co więcej, nadleśniczy z Jeleśni zwrócił uwagę profe­sorowi, który wspomniał, że ko­lejka biegłaby nieagresywnie istniejącą przecinką, że żadnej przecinki tam nie ma - co profe­sor dowcipnie poprawił, że bie­głaby „nieistniejącą przecinką”.
 
Co z tego ma gmina?

Dążenia gminy do budowy kolejki i dążenia Gliwickiej Agencji Turystycznej do utrzyma wyciągów i zwiększania ich przepustowości są zrozumiałe. Chodzi o pieniądze w dobie bezrobocia i pogarszających się warunków życiowych ludzie chcą skorzystać z każdej okazji, żeby zarobić. Więcej narciarzy i tu­rystów oznacza więcej pieniędzy dla wła­ścicieli wyciągów czy też kolejki. Czy jednak nie jest to droga prowadząca doni­kąd? Wbrew hasłom głoszonym przez ludzi związanych z narciarstwem zjazdowym sport ten nie ma przyszłości w polskich gó­rach. Przede wszystkim w czasach otwar­tych granic ludzie wybiorą tereny narciarskie z prawdziwego zdarzenia. Klimat się ocie­pla i zimy podobne do ostatniej będą się zda­rzały coraz częściej. Sezon narciarski będzie się skracał i będzie związany z coraz więk­szymi wydatkami (naśnieżanie, zwiększanie oferty rozrywkowej, byle tylko zatrzymać narciarzy etc.). Już obecnie narciarze odwie­dzający Pilsko to głównie ludzie przyjeżdża­jący na jeden dzień, którzy, poza opłatami za bilety, z których zyski również idą do agencji spoza gminy Jeleśnia, mogą nie zo­stawiać żadnych pieniędzy w gminie. Tym­czasem mamy trwale zeszpecone góry. Od wiosny do jesieni, a więc przez zdecydowa­ną część roku, Pilsko nie jest już żadną atrak­cją turystyczną. Nawet kolejka linowa nie zmieni tego stanu rzeczy, chyba, że na szczy­cie wybuduje się knajpy i ściągnie amato­rów spędzania czasu w lunaparku. Żeby przyciągnąć turystów, już dzisiaj u podnóża Pilska wypożycza się hałasujące spalinowe czterokołowce, po górach jeżdżą „dzicy” motocykliści i samochody terenowe. Ci „mocni mężczyźni” skutecznie odstraszają turystów, a ponieważ nigdy nie będą liczną grupą od­wiedzających region, bynajmniej nie wpłyną na jego rozwój.

Na ko­niec trzeba powiedzieć smutną prawdę: okolice Pilska to smutne, brzydkie wsie, przypominające przedmieścia milionowego miasta, chaotycznie, gęsto zabudowane bezstylową architekturą, otoczone wylesionymi górami pokrytymi monokulturą świerka. Trzeba wie­logodzinnej wędrówki, by dotrzeć do kawałeczka prawdziwego lasu w postaci rezerwatu przyrody o po­wierzchni... 15 ha (bo taka jest po­wierzchnia rezerwatu po polskiej stronie)! Ten bioregion dogorywa, bo ani w nim wartości przyrodni­czych, ani regionalizmu. Piszę to z troską nie tylko o przyrodę, lecz i o ludzi tam żyjących. Jeśli nie zaczniecie dbać o zachowanie i roz­wój specyficznych, regionalnych wartości i szanować oraz chronić przyrodę, podejmu­jąc wysiłki, by wracała do niegdysiejszego piękna i naturalności - żadna kolejka, na­wet na sam szczyt Pilska, nie zmieni proce­su degradacji. Być może kolejka linowa pod Halę Miziową, połączona z likwidacją wy­ciągów narciarskich i założeniem mało agresywnej dla przyrody trasy biegowej, a także z rewitalizacją przyrody Pilska spo­tkałaby się z powszechnym poparciem środowisk ochro­niarskich. Co więcej, Pilsko stałoby się przykładem i zy­skało kolosalną reklamę, choć problem wywożenia znacznej ilości ludzi latem musiałby być jakoś rozwiązany - zgod­nie z przyrodniczą pojemno­ścią. Na razie jednak nic nie wróży, że znajdzie się ktoś, kto w wiarygodny sposób podejmie się zadania leczenia tej zgwał­conej przez człowieka góry. Przyroda jest największym skarbem, jednak nie przyroda eksploatowana a szanowana. „Miasto” chce wam sprzedać świecidełka, jak kiedyś przyby­sze do Ameryki - Indianom. Czasami są one w postaci wizji szybkiego wzbogacenia się, in­nym razem mirażu dobrobytu i europejskości, różnego rodza­ju pojazdów, którymi można tę przyrodę ujarzmiać. Wódz Se­attle przestrzegał: „Biały czło­wiek traktuje ziemię jak rzeczy do kupowania i plądrowania. Jego nienasycenie pochłonie ziemię, zostawiając wszędzie tylko pustynie”. Jeśli stracicie swoją niepowtarzalność, którą przede wszystkim tworzy dziś dzika przyroda (coraz bardziej poszukiwany przez mieszczucha „towar”), miasto nie uczyni z Waszej okolicy raju, lecz kiepskie „przedmieście” dla ubogich.

AJK




Nawigacja sekcji:

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego Dzikie życie zależy od Ciebie –
przekaż 1% podatku Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
KRS 0000120960