Skocz do:


Menu główne:

Jesteś tutaj: Dzikie Życie / Numery Dzikiego Życia

Dzikie Życie

3/153 2007
Marzec 2007

Remigiusz Okraska

Rospuda, czyli Polska

Tu nie chodzi tylko o Rospudę. Tu chodzi o całą Polskę. Czy nasz kraj potrafi ocalić to, co w nim najbardziej cenne i najpiękniejsze? Czy może będzie republiką bananową, w której aroganccy urzędnicy zafundują nam – oczywiście za nasze pieniądze – beton w bezcennym krajobrazie oraz kłamliwą propagandę, aby te swoje postępki uzasadnić? Musimy ocalić Rospudę – nie tylko dla niej samej, ale także po to, by w kolejnych miejscach Polski nie powtarzały się takie smutne i żenujące historie. Bo to nasza ojczyzna i mamy obowiązek bronić jej przed głupotą i cwaniactwem.

Tędy ma przebiegać droga ekspresowa. Tędy ma przebiegać droga ekspresowa. Fot. Adam Bohdan

Obrona Doliny Rospudy trwa od końca lat dziewięćdziesiątych. To wówczas dowiedzieliśmy się, że ma tamtędy przebiegać obwodnica Augustowa, niszcząc piękne i niepowtarzalne miejsce. Już wtedy ekolodzy zaalarmowali urzędników państwowych i władze lokalne, że taki przebieg trasy jest po prostu fatalny. Jedni z nas gromadzili dokumentację przyrodniczą i prowadzili badania, aby pokazać jak bardzo wartościowe jest to miejsce. Inni wskazywali, że trasę można poprowadzić zupełnie gdzie indziej – taniej, bez konieczności wywłaszczania tak wielu rolników z ich ziemi, a przede wszystkim nie niszcząc przyrody. Jeszcze inni mówili, że należy budować obwodnice miast, ale jeśli nadal cały tranzyt towarów przez Polskę będzie odbywał się za pomocą TIR-ów, to nie starczy na te obwodnice ani miejsca, ani pieniędzy, ani ludzkiej cierpliwości – wzorem takich krajów jak Szwajcaria czy Austria powinniśmy wozić TIR-y na platformach kolejowych.

To wszystko wiadomo od dawna. Każdy kolejny rząd i minister środowiska, a także władze wojewódzkie i augustowskie, otrzymywały te informacje. Nikt nie może uczciwie powiedzieć, że ekolodzy tylko blokują i protestują, że nie obchodzą nas ofiary ruchu samochodowego, że za wszelką cenę bronimy tylko „żabek i kwiatków”, a ludzie są nam obojętni. To po prostu kłamstwa. Jeśli minister środowiska Jan Szyszko mówi nad Rospudą, że „tu wszędzie jest pięknie”, czyli że którędy by nie poprowadzić drogi, to i tak coś ona zniszczy – wtedy kłamie, bo dobrze wie, że są takie warianty trasy, które zniszczą o wiele, wiele mniej. Jeśli ten sam minister mówi, że „na protesty jest za późno” – to sam jest winien temu, iż rozsądnej decyzji nie podjęto znacznie wcześniej, godząc ochronę przyrody i polepszenie jakości życia mieszkańców Augustowa. Jeśli władze lokalne oskarżają ekologów o ofiary wypadków drogowych – to kłamią, bo same są współwinne, że droga powstanie później niż mogłaby. Jeśli jacyś członkowie lokalnej społeczności twierdzą, że chcemy, by ludzie ginęli pod kołami TIR-ów – to również kłamią, bo my od lat mówimy, że jesteśmy za budową obwodnicy Augustowa i że TIR-ów powinno być jak najmniej na polskich drogach.

Ale to nie jest tak naprawdę spór ekologów z rządem, urzędnikami czy mieszkańcami Augustowa. To spór między tymi obywatelami Polski, którzy potrafią docenić piękno i wartość naszej rodzimej przyrody, a tymi, którzy uważają, że w imię interesów i ślepego uporu kilku biurokratów, biznesmenów i politykierów można niszczyć takie miejsca, jak Dolina Rospudy. Nie jest to – wbrew spiskowym teoriom – ani akcja antyrządowa, ani inicjatywa „Gazety Wyborczej”, ani robota tajemniczych „sił z Brukseli”. To po prostu głos zdrowego rozsądku – wymowa faktów jest taka, że każdy, kto zapozna się z informacjami i odrzuci zacietrzewienie, bez trudu zauważy, iż można pogodzić różne racje. Można mieć i obwodnicę Augustowa, i ocaloną bezcenną przyrodę, i zakończenie konfliktu społecznego, i mniejsze wydatki z budżetu – a przede wszystkim poczucie, że uchroniliśmy się przed błędną decyzją.

Czy ktoś na tym straci? Owszem. Kilku członków obecnego i poprzednich rządów oraz władz wojewódzkich będzie musiało publicznie przyznać, że promowali złe rozwiązania i podejmowali błędne decyzje. Dotychczasowe lokalne władze stracą popularność i przestaną budować swoją pozycję poprzez napuszczanie mieszkańców Augustowa na ekologów i Brukselę. Zapewne straci jeszcze ktoś – obserwując upór, z jakim chce się poprowadzić trasę przez Dolinę Rospudy, nie można się oprzeć wrażeniu, że ktoś wykupił działki wzdłuż niej i liczy na spory zarobek, gdy ceny ziemi pójdą mocno w górę po powstaniu drogi. Wszyscy inni zyskają – kierowcy ominą Augustów, mieszkańcy odetchną od TIR-ów, a miłośnicy przyrody będą nadal mogli podziwiać wspaniałe torfowiska.

Nie wiem, jaki będzie finał tej sprawy i czy uda się ocalić Dolinę Rospudy. Ale wiem, że już dziś jest mi wstyd. Wstydzę się, bo minister środowiska zamiast chronić przyrodę – uporczywie popiera taki wariant budowy drogi, który zniszczy jak najwięcej. Wstydzę się, bo władze Polski same nie potrafią zadbać o ochronę tutejszej przyrody i musi to za nie robić Komisja Europejska. Wstydzę się, bo ze wszystkich dużych mediów przeciwko niszczeniu przyrody protestuje tylko „Gazeta Wyborcza”, a inne czasopisma albo milczą, albo wręcz – na zasadzie dziecinnego bycia „anty” – popierają barbarzyńską inwestycję. Wstydzę się, bo rząd, który zapowiadał nową jakość sprawowania władzy, robi dokładnie to, co wszystkie poprzednie – nagina przepisy, lekceważy prawo i forsuje rozwiązania korzystne nie dla ogółu obywateli, lecz dla drobnej kliki cwaniaków. Jeśli tak ma wyglądać Polska – jak droga budowana bez sensu, ale za to „po trupach” w bezcennym miejscu przyrodniczym – to zamiast być z niej dumnym, będzie można się tylko wstydzić. Ale właśnie przed tym wstydem powinniśmy ocalić Rospudę, nasz kraj i samych siebie.

Remigiusz Okraska




Nawigacja sekcji:

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego Dzikie życie zależy od Ciebie –
przekaż 1% podatku Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.
KRS 0000120960